Posłanka, poślica, a może poślini? Jak zmienia się polszczyzna?

- Mamy dziś do czynienia z najbardziej dynamicznym rozwojem słownictwa - zauważył w Radiu TOK FM dr Artur Czesak, językoznawca z UW. Czy możemy oprzeć się wpływom angielszczyzny? Przecież "lajk" można zastąpić "lubikiem". - Język polski też jest ekspansywny - dodał dr Czesak w programie Konfrontacje. - Za angielską Wikipedią dowiadujemy się, że nasz "ogonek" nazywa się... "the ogonek".
Co dzieje się dziś z polszczyzną? - Mamy dziś do czynienia z najbardziej dynamicznym rozwojem słownictwa, a za tym zmienia się budowa wyrazów - powiedział dr Artur Czesak z UW w programie Cezarego Łasiczki. - Przez otwarcie na język angielski mamy mnóstwo nowych jednostek, słowniki nie nadążają tego rejestrować. Ale jeśli spojrzeć w otchłań wieków, w wieku XIV czy XV napływ słów niemieckich do miejskiej polszczyzny był równie silny, a zostały tylko te elementy, które były potrzebne.

- Język polski też jest ekspansywny - dodał dr Czesak w rozmowie z Cezarym Łasiczką. - Szukałem, jak nazywa się "ogonek" w innych językach. Za angielską Wikipedią dowiadujemy się, że nasz "ogonek" nazywa się... "the ogonek".

"Nałonnik", "cieleśnik" i "rymopicer". Spolszcz to sam!

- Poślica czy posłanka? - zapytał językoznawców Cezary Łasiczka. Przypomniał, że prof. Jerzy Bralczyk optuje za "poślicą", bo od diabła tworzy się diablicę, a karła - karlicę.

- A poślini? Bo bóg - bogini? Te analogie chodzą swoimi ścieżkami - skontrował dr Czesak. - Głosuję za posłanką - przyznał dr Tomasz Piekot z Uniwersytetu Wrocławskiego. - Słowo "poślica" jest raczej złośliwe, trochę jak dyplomatołki. To nie jest neutralny rzeczownik - przyznał dr Czesak.

Łasiczka przypomniał, że w latach 90. istniał cały nurt lingwistyczny "spolszcz to sam". I tak zamiast stringów proponowano "wrzynki" lub "podnietki", zamiast body -"cieleśnik", laptop miał być "nałonnikiem", casting "licobórem", copywriter "rymopicerem", a grouppies "idolatkami".

- Językowo te formy sa bezzasadne, ale pokazują, co ludzie o tym myślą - zauważył dr Piekot. - Do dzisiaj niewiele się zmieniło w ocenie tych rzeczy - przyznał językoznawca. Jednocześnie sam zaproponował własne spolszczenia: - Nie znoszę słowa "lajk". Tu używam starego polskiego "lubik". Nie lubię też słowa "priw". A ponieważ nikt już nie robi prywatek, komunikujemy się ze znajomymi za pomocą "prywatek" - tłumaczył.

Czy istnieje wzorzec języka polskiego? - Można się zastanowić, czy w ogóle istnieje jeden język polski - powiedział dr Piekot. - Są odmiany stylowe, funkcjonalne, sytuacyjne, dyskursy ideologiczne. Za tymi samymi słowami kryją się różne znaczenia. Ale jeśli kiedyś wzorcem była literatura, dziś tę rolę przejmują media.

Niejasność języka urzędowego to "część rytuału"

Goście Radia TOK FM zwrócili też uwagę na kondycję języka urzędowego. Stopień jego skomplikowania może zdaniem dr. Piekota prowadzić do wykluczenia większości społeczeństwa z obiegu demokratycznego. - Rzecznik Praw Obywatelskich powiedziała, że jedna trzecia kierowanych do niej skarg nie ma sensu, gdyż wynikają one z niezrozumienia dokumentów. Trybunał Konstytucyjny uznaje niektóre przepisy za niezgodne z konstytucją bo... sam ich nie rozumie.

Kruszona: ogonki to nie problem, problemem jest urzędniczy bełkot

- Język urzędowy jest formalny, rytualny - wyjaśniał dr Piekot. - Jego niejasność jest częścią tego rytuału. Jednak niezrozumiały rytuał przestaje działać. Trzeba więc znaleźć złoty środek. W jego szukaniu ma pomóc projekt FOG-PL, który bada "mglistość języka". Naukowcy zauważyli, że znaczna część dokumentów językowych dostosowana jest do poziomu... osoby po doktoracie. A niemal połowa Polaków posiada najwyżej wykształcenie gimnazjalne.

Korzystając ze strony logios.pl samodzielnie możesz zdiagnozować styl dowolnego tekstu.

DOSTĘP PREMIUM