"Dzieci z in vitro mają bruzdy na twarzy". Nasz Bocian oburzony słowami księdza. "Co dalej? Getto ławkowe?"

"Księże Longchamps de Berier, co dalej? Pomiary bruzd dotykowych jako element procedury kwalifikacyjnej w przedszkolu?" - piszą członkowie stowarzyszenia Nasz Bocian. Duchowny w wywiadzie dla "Uważam Rze" twierdził, że dzieci poczęte metodą in vitro można rozpoznać po "dotykowej bruździe, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych".
W "Uważam Rze" z 11-17 lutego ukazał się wywiad z ks. prof. Franciszkiem Longchamps de Berier, członkiem zespołu ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski. Ksiądz stwierdził w nim, że "są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą już, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych". Zdaniem Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian" duchowny posunął się do niedopuszczalnej praktyki oceniania fenotypu dzieci poczętych metodą in vitro.

Podłoże do dyskryminacji dzieci

"Oburzająca sugestia o istnieniu wizualnych różnic fenotypowych między dziećmi poczętymi in vivo i in vitro, różnic wskazujących na istnienie wad genetycznych charakterystycznych dla dzieci poczętych in vitro to przekroczenie wszelkich etycznych granic w dyskusji. To wskazanie, iż grupa dzieci poczętych in vitro wyróżnia się wizualnie i genetycznie na tle populacji, co nie tylko nie ma poparcia w badaniach naukowych, ale jest dodatkowo stwarzaniem podłoża do dyskryminacji dzieci" - piszą członkowie stowarzyszenia w liście skierowanym do rzecznika praw dziecka, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Konferencji Episkopatu Polski, redakcji tygodnika "Uważam Rze" i samego księdza.

Pomysł ks. Longchamps de Beriera porównują z segregacją rasową w USA, przymusową sterylizacją w Szwecji i nazistowską ideologią eksterminacyjną. "Dlatego dziś pytamy, księże Longchamps de Berier, co dalej? Pomiary bruzd dotykowych jako element procedury kwalifikacyjnej w przedszkolu? Getto ławkowe dla dzieci poczętych in vitro?" - czytamy w liście. Stowarzyszenie wzywa Episkopat Polski do wyjaśnienia jego stanowiska i stosunku do dzieci in vitro i domaga się przeprosin od redakcji tygodnika "Uważam Rze".

List oburzonego ojca

W sprawie wywiadu księdza otrzymaliśmy list od ojca dziecka poczętego metodą in vitro. "To niespotykana dotychczas w mediach nowa jakość w stygmatyzowaniu dzieci z in vitro. Ksiądz profesor przekroczył wszelkie granice medialnego chuligaństwa i barbarzyństwa" - napisał oburzony ojciec. Skierował też do duchownego ostre słowa:

"Chciałbym tylko móc spojrzeć w twarz ks. de Beriera i wykrzyczeć: ODPIEPRZ SIĘ OD MOJEGO DZIECKA".

Na krytykę naszego czytelnika odpowiedział ks. Franciszek Longchamps de Berier. W liście przesłanym do naszej redakcji ks. prof. pisze, że ojciec dziecka z in vitro wielokrotnie próbował go obrazić. "Określił Pan mnie epitetami, na które nie zasłużyłem. Rozumiem, że list ten jest wyrazem Pańskich emocji, ale skoro przyznał się Pan do wyższego wykształcenia, ufam, że zechce się zapoznać z moimi racjami" - pisze. Ks. de Berier podkreśla, że z równym szacunkiem podchodzi do każdego człowieka, bez względu na to, czy począł się z gwałtu, z in vitro czy z naturalnego aktu miłości małżonków. "Nie piętnuję również osób dotkniętych bezpłodnością, ale mam prawo uważać, że in vitro jest metodą niegodziwą" - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM