Tym: Tezy księdza de Berier lekko zapachniały wodą kolońską z czasów NSDAP

Słowa księdza-profesora Franciszka Longchamps de Berier o "bruździe dotykowej" na czołach dzieci z in vitro poruszyły również Stanisława Tyma. - Lekko zapachniało oryginalną wodą kolońską przechowywaną od czasów NSDAP i naszym kołtuństwem demonstrującym się dziś w licznych dyskusjach także poza Kościołem - pisze satyryk i felietonista w najnowszym wydaniu "Polityki".
- Post, pokuta i troska o zbawienie wieczne dały się we znaki księdzu profesorowi Franciszkowi Longchamps de Berier, członkowi zespołu ekspertów ds. bioetycznych episkopatu - pisze w najnowszej "Polityce" Stanisław Tym. De Berier w wywiadzie dla "Uważam Rze" ogłosił, że są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu w twarz dziecka wiedzą, że zostało ono poczęte z in vitro, bo mają "dotykową" bruzdę, charakterystyczną dla pewnego zespołu wad genetycznych. - Lekko zapachniało oryginalną wodą kolońską przechowywaną od czasów NSDAP i naszym kołtuństwem demonstrującym się dziś w licznych dyskusjach także poza Kościołem. Po kilku dniach ksiądz profesor zaczął się tłumaczyć, o co mu chodziło, i pogrążył się do końca - ocenia Tym.



Ksiądz-profesor, jak pisze Tym, przekonywał, że celem jego wypowiedzi była jedynie dyskusja o zagrożeniach związanych z in vitro. - Krótko mówiąc, jak się okazało, nie zrozumieliśmy troski księdza profesora, bo chodziło mu wyłącznie o szczęście dzieci i ich rodziców - pisze w Polityce satyryk. - W jego przekonaniu wśród dzieci z in vitro ryzyko wystąpienia wad genetycznych jest o 30 proc. większe niż w przypadku poczętych naturalnie. Byłoby dobrze wiedzieć, skąd wziął te dane i w którym kościele ten sufit - kończy Tym.

Po opisaniu wywiadu dostaliśmy emocjonalny list ojca dziecka z in vitro, który napisał m.in.:"Odpieprz się od mojego dziecka"

De Berier tłumaczył, że tezy czerpał z materiałów z konferencji naukowej pt. "Otoczmy troską życie". Pochylił się nad nimi Grzegorz Sroczyński z "GW". - Dobrze by było, gdyby rewelacji księdza de Beriera nie musiała prostować "Gazeta Wyborcza", tylko zrobili to jego zwierzchnicy z Episkopat - pisał.

Prof. Płatek: Szkoda, że zdolny prawnik ostał się tylko jako posłuszny ksiądz

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM