Owsiak z goryczą: Nie kosmici nam zagrażają. Jeśli gdzieś WOŚP ponosi klęskę, to w kontaktach z lekarzami

- Sprawa śmierci Dominiki bulwersuje nie tylko nas, ale i miliony Polaków. To nie pierwszy przypadek, w którym pierwsza pomoc nie przychodzi - tłumaczą potrzebę wydania spontanicznie napisanego oświadczenia Jurek i Lidia Owsiakowie. Owsiak powtórzył w ostrych słowach, że on wraz z żoną, jako przedstawiciel zarządu Fundacji WOŚP zastanawiają się nad dalszym wspieraniem polskiej służby zdrowia.
Jurek i Lidia Owsiakowie pod siedzibą Fundacji WOŚP tłumaczyli w TVN24, że oświadczenie było reakcją na tragedię Dominiki. - Mówiąc o tym, od razu uspokajam: my zebraliśmy pieniądze i musimy to rozliczyć. Mamy do końca roku czas, aby wszystkie pieniądze, które zbieraliśmy na ludzi w podeszłym wieku i na dzieci, rozliczyć - mówił.



Owsiak powtórzył, że zastanawiają się wspólnie, czy za rok znowu będą pytali Polaków w kraju i na świecie, czy pomagać polskiej służbie zdrowia. - To [sprawa Dominiki - red.] nam nieprawdopodobnie podcina skrzydła. Mówimy zawsze, że gramy do końca świata i jeden dzień dłużej, i z goryczą stwierdzamy, że jeśli gdzieś osiągamy klęskę, to właśnie poprzez kontakty z samymi lekarzami. To jest najbardziej niesamowite. Nie kosmici nam zagrażają. Później się okazuje, że ten czynnik ludzki jest tym czynnikiem nieprzewidywalnym. Proszę sobie przypomnieć sytuację z helikopterem, który przy pięknej pogodzie nie wyleciał po dziecko... Później się mówi, że to system nie pozwolił wysłać helikoptera - powiedział szef WOŚP.

Dlaczego Dominika zmarła?

- Z jednej strony to niefrasobliwość i brak odpowiedzialności dorosłych, bo to my jesteśmy winni tego, co się wydarzyło. Być może lekarz, który nie pojechał do dziecka, też będzie tak to tłumaczył, że przepisy mu nie pozwalają itd. Ale myślę, że stoi za tym brak odpowiedzialności za to, co dzieje się z dziećmi w tym kraju - mówiła z kolei Lidia Owsiak. Żona szefa fundacji podkreśliła, że to nie oznacza, że cała służba zdrowia w Polsce jest zła. - Pracuję 20 lat w fundacji, rozmawiam z rodzicami, czytam listy rodziców od chorych dzieci i to nie jest tak, że nagle mówimy, że wszyscy lekarze i cała medycyna jest zła i beznadziejna. Nie, jest mnóstwo fantastycznych lekarzy, którzy robią wszystko i pracują z poświęceniem, by te chore dzieci ratować - podkreśliła.

Podobnie jest z fundacjami. Owsiak przypomniał sprawę Fundacji Kidprotect.pl, której prezes Jakub Śpiewak zdefraudował zebrane pieniądze.

- Przykład Dominiki to kolejny, w którym zawiedli ludzie. Jeśli się nad sprawą nie pochylimy, to znów zostanie to zamiecione pod dywan. Przypominam sprawę Bolka, małego chłopca w Białymstoku. To są sytuacje, które opisaliśmy w liście do ministra zdrowia, który nie jest akurat za to odpowiedzialny, ale jest to jedyny adresat, jedyny kierunek. Napisaliśmy także do rzecznika praw dziecka. Po raz kolejny stała się rzecz zła wokół dzieci. Nie mówimy już tylko o medycynie, mówimy o jakimś bestialstwie, które się dzieje w Polsce. Benedykt XVI mówił: Polacy, dbajcie o dzieci! Coś się dzieje niedobrego - podsumował Jurek Owsiak.

"Chcemy wyjaśnień ws. śmierci Dominiki"

Zdaniem Owsiaka sprawa śmierci Dominiki, która tak bulwersuje, nie może zostać zamieciona pod dywan. - Nie chcemy, by w poniedziałek lub wtorek pojawiała się następna sprawa, afera, która przykryje ten stan rzeczy. Musimy teraz zastanowić się w ogólnonarodowej, profesjonalnej dyskusji, a na końcu w dyskusji z prokuraturą i z Ministerstwem Zdrowia, do czego doszło ws. Dominiki - mówił Jurek Owsiak, który dodał, że bardzo dobrze zna okoliczności, w jakich doszło do śmierci Dominiki.

- Rozmawiałem z Andrzejem Piotrowskim, z naszym przyjacielem, ordynatorem szpitala przy ulicy Spornej w Łodzi, gdzie trafiła Dominika. Cała sytuacja jest mi bardzo dobrze znana. To właśnie lekarze z oddziału intensywnej terapii przy Spornej oddali sprawę do prokuratury jako skargę na zachowanie lekarzy, którzy wcześniej zajmowali się Dominiką. Dziewczynka w stanie krytycznym przyjechała do szpitala i na ratunek było już za późno - przypomniał.

Zdaniem szefa WOŚP łódzki przypadek pokazuje też inną stronę działania służby zdrowia w Polsce - strach ludzi przed wezwaniem karetki pogotowia. - Może będę zawracał głowę, zostanę skrytykowany za to, że panikuję. Ludzie zaczynają mówić: moje dziecko ma 41 st. C gorączki, żeby w ogóle był jakiś odzew. Powinniśmy uczyć się, w jaki sposób przekazywać informacje, ale również jak je zebrać, żeby pomóc pogotowiu - mówił.

Na koniec Owsiak zaapelował o to, żeby nie niszczyć ogólnonarodowego święta, jakim jest zbiórka na WOŚP. - Sami to niszczymy. To jest najbardziej niepokojące, to jest najgorsza rzecz jaka może z tego [kolejnej śmierci dziecka - red.] wynikać - powiedział.

Śmierć dziecka

2,5-letnia Dominika chorowała i przyjmowała antybiotyki od końca stycznia. 24 lutego rodzice zaobserwowali u dziewczynki osłabienie i drgawki; lekarz ze skierniewickiego szpitala stwierdził u dziecka przeziębienie i dziewczynka wróciła do domu. Następnego dnia jej stan się pogorszył, wzrastała temperatura. Rodzice zadzwonili na pogotowie, ale dyspozytor nie wysłał do chorej karetki.

Zgłosili się do lekarza nocnej i świątecznej pomocy medycznej, który jednak - według prokuratury - odmówił przyjazdu do dziecka i kazał leczyć je objawowo. Rodzice po raz drugi wezwali pogotowie, karetka, która tym razem przyjechała, zabrała dziewczynkę w stanie krytycznym do szpitala w Łodzi.

DOSTĘP PREMIUM