Kto prowadził? Inspektorzy chcą wyższych mandatów za krycie kierowcy

Inspektorzy drogowi chcą coraz wyżej karać właścicieli aut, którzy odmówili wskazania, kto prowadził, gdy fotoradar zrobił zdjęcie. - To wymuszanie donosicielstwa - twierdzi prokurator generalny i skierował ten przepis do Trybunału Konstytucyjnego - czytamy w ?Gazecie Wyborczej?.
Michał Brodziński z Olkusza dostał w połowie lutego pismo z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD) z informacją, że jego samochód został zarejestrowany przez fotoradar. Przekroczył dopuszczalną prędkość o 37 km/godz. Brodziński jako właściciel samochodu miał wypełnić jedno z trzech oświadczeń, w którym: przyznaje się do popełnienia wykroczenia i przyjmuje mandat (wówczas przyjmuje też punkty karne); nie przyznaje się do prowadzenia samochodu i wskazuje osobę, której go użyczył; nie przyznaje się do winy i nie wskazuje osoby, która kierowała samochodem.

- Zaskoczyło mnie to, że jeśli się przyznam, iż to ja byłem kierowcą, zostanę ukarany mandatem w wysokości 300 zł i sześcioma punktami karnymi. Natomiast jeśli się nie przyznam i nie wskażę nikogo, zapłacę tylko 250 zł i nie dostanę punktów karnych. To tak, jakby inspektorom zależało tylko na pieniądzach, a nie na ukaraniu pirata drogowego. Przecież wiadomo, która opcja jest korzystniejsza - mówi Gazecie Brodziński.

Podczas gdy GITD ciągle zmienia taryfikator mandatów, przepisy zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego prokurator generalny Andrzej Seremet. Jego zdaniem karanie grzywną właścicieli aut, którzy wbrew obowiązkowi nie wskazali kierowcy siedzącego za kółkiem, jest bezprawne oraz moralnie wątpliwe, bo nakłania do "denuncjacji sprawcy wykroczenia, którym często jest członek rodziny".

Cały tekst w dzisiejszym wydaniu "Gazety Wyborczej" >>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM