Koniec wizji lokalnej w Auschwitz. Napis "Arbeit macht frei" miał trafić do Szwecji?

Zakończyła się wizja lokalna w obozie Auschwitz i poza nim, z udziałem trzech z pięciu podejrzanych o kradzież tablicy-symbolu "Arbeit macht frei". Sprawcy najprawdopodobniej działali na zlecenie kogoś ze Szwecji, dokąd planowali wywieźć napis. Prokuratura jeszcze dziś zdecyduje o środkach zapobiegawczych wobec zatrzymanych.
Pokazano odzyskane tablice z Auschwitz. Nie ma litery I

Wizja lokalna w muzeum

- Podczas wizji lokalnej na terenie obozu, jak i poza nim, udało nam się ustalić, ile trwała sama kradzież, kto wchodził, a kto wychodził z terenu obozu - powiedział po zakończonej procedurze Piotr Kosmaty, prokurator nadzorujący przebieg wizji lokalnej. Śledczy nie chciał ujawnić, czy pięciu zatrzymanych to jedyne osoby zamieszane w zorganizowanie i przygotowanie kradzieży tablicy z napisem.

Kosmaty przypomniał, że dwóch z pięciu zatrzymanych odmówiło składania wyjaśnień i dlatego nie było ich na miejscu.

Prokurator przyznał, że śledczy biorą po uwagę kilka wersji przestępstwa, ale zasłaniając się dobrem prowadzonego śledztwa, nie chciał powiedzieć, która z nich jest najbardziej prawdopodobna.

W ciągu kilku godzin prokuratora zdecyduje jakie środki zapobiegawcze zastosować wobec piątki podejrzanych.

Szwedzki trop

Kradzież w Auschwitz: zlecenie przyszło ze Szwecji?

Kradzież historycznego napisu z nad bramy w Auschwitz została zlecona przez kogoś ze Szwecji - to jedna z najbardziej prawdopodobnych wersji, jakie zakłada małopolska policja.

Jak informuje TVN24, krakowscy policjanci, którzy zajmowali się sprawą kradzieży tablicy, trafili na trop zuchwałych złodziei w Gdyni. Tam doszło do zatrzymania części sprawców. Jak przypuszczają śledczy, mężczyźni planowali wywiezienie tablicy "Arbeit macht frei" na pokładzie promu płynącego do Szwecji.

Na razie nie jest pewne, czy obywatel Szwecji był tylko pośrednikiem, czy zleceniodawcą kradzieży.

Kradzież bez przygotowania

Według TVN24, złapani przez policję złodzieje zeznali, że na kradzieży tablicy mieli dostać od 10 do 30 tys. euro każdy, a całą akcję wykonali bez żadnego przygotowania. Nie odbyli "wizji lokalnej" i nie analizowali zabezpieczeń muzeum.

Kradzieży dokonano domorosłymi metodami. Złodzieje tylko z jednej strony wymontowali tablicę - z drugiej symbol został wyrwany. Dariusz Nowak powiedział na konferencji prasowej, że w odnalezionym przez policję napisie brakuje litery "i".

Wcześniej komentatorzy i policja spekulowali, że kradzież najprawdopodobniej była dobrze przemyślana. Krakowscy policjanci mówili nawet, że złodzieje musieli znać szczegóły systemu ochrony muzeum: "droga, jaką przebyli ze skradzioną tablicą, była zaplanowana tak, by strażnicy ich nie zobaczyli ani nie zarejestrowały kamery przemysłowe".

W profesjonalizm złodziei nie wątpił także Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji, który kilka godzin po kradzieży poinformował, że "za pośrednictwem biura międzynarodowej współpracy policji przekazano informacje o zaginięciu napisu do Interpolu, tak aby ta wiadomość była dostępna dla wszystkich jednostek na świecie".

Tablica z historycznym napisem "Arbeit macht frei" znad obozowej bramy została skradziona w piątek nad ranem. Po trzech dniach intensywnych poszukiwań w niedzielę wieczorem tablicę znaleziono. Prasa na całym świecie komentowała szokującą kradzież nagłówkami: "Barbarzyństwo", "Skandal", "Wypowiedzenie wojny".

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny