Pociąg widmo dojechał do Szczecina

Przez ponad dwie godziny pasażerowie pociągu osobowego relacji Poznań-Szczecin jechali bez ogrzewania i światła. Podobno wysiadł bezpiecznik.
Całkowicie ciemny pociąg, bez wcześniejszych zapowiedzi, jak gdyby nigdy nic, wjechał na peron 4 na stacji Szczecin Główny o 20:17, z piętnastominutowym opóźnieniem. Miny wysiadających z pociągu mówiły same za siebie, to była koszmarna podróż.

- no ja nie wiem co się dzieje z tą koleją, przecież to jest przesada, żeby ludzie z Poznania jechali takim pociągiem - żali się reporterowi radia TOK FM jedna z pasażerek.

- cieszymy się, ze w ogóle dojechaliśmy, że nie stoimy teraz gdzieś w szczerym polu, już jesteśmy w Szczecinie, dzięki Bogu - wzdycha z ulgą mężczyzna - ciemno i zimno, jesteśmy tak przemarznięci, że wyszliśmy na zewnątrz się trochę ogrzać - kpi jego kolega.

- super, dwa stopnie, może trzy, na początku nie wiedziałam co się dzieje, czy to jakiś napad. Pociąg przystawał, światła gasły, zapalały się, zaczęłam mocno trzymać torebkę, myślałam, że zaraz mnie okradną... ale okazało się, że jeszcze można podróżować w Polsce w takich warunkach, to jest niesamowite - dziwi się młoda pasażerka.

- konduktor powiedział nam tylko, że wysiadł jakiś bezpiecznik, ale zapasowego nie mają, przez całą podróż jakiś dwóch panów kręciło się od czoła pociągu do jego końca, ale nic nie zdziałali - kwituje Monika Grabowska, słuchaczka radia TOK FM, która podczas podróży zadzwoniła do redakcji poinformować o "pociągu widmo".

Niestety nie udało nam się zapytać kierownika pociągu, o powód zafundowania takiej "przygody" podróżnym, skład tylko wysadził pasażerów i od razu odjechał.

DOSTĘP PREMIUM