Jutro rozstrzygnięcie kontraktu na bezzałogowe samoloty dla armii

Przetarg dotyczy maszyn średniego zasięgu. Już teraz można zdradzić, że samoloty na 100 proc. będą produkcji izraelskiej. Innego wyjścia nie ma, bo wszystkie trzy złożone oferty pochodzą z tego kraju - pisze tygodnik ?Polityka?.
MON chce, żeby oferowany samolot miał około 150 kilogramów udźwigu, zdolność przebywania w powietrzu ponad dziesięciu godzin oraz możliwość wykonywania startów i lądowań przez autopilota. Miłośników filmów sensacyjnych pewnie zmartwi wiadomość, że nasze bezzałogowce nie będą strzelać do wrogów - po prostu nie będą uzbrojone. Ich podstawowym zadaniem będzie obserwacja - pisze "Polityka".

Dlaczego Polakom tak bardzo są one potrzebne? Większość z 16 zabitych w Afganistanie polskich żołnierzy zginęła w wybuchach min - pułapek, które talibowie niemal bezkarnie podkładają przy drogach. Przygotowanie takiej pułapki trwa góra godzinę. W dzień to trudne zadanie, ale nocą dziecinnie łatwe, bo afgańskie drogi nie są wówczas nadzorowane. Poza siłami specjalnymi nikt nie opuszcza bazy po zmierzchu. Tymczasem aparaty, które zamierza kupić polska armia, będą widziały zarówno w dzień i w nocy.

Jednak za bezpieczeństwo żołnierzy słono będziemy musieli zapłacić. Szacuje się, że zakup dwóch zestawów, po dwa lub trzy samoloty w każdym to koszt około 400 milionów zł. Pesymiści zwracają jednak uwagę, że bez zmian w prawie samoloty staną się najdroższą i - w gruncie rzeczy - jednorazową zabawką. Dlaczego? Bo zgodnie z polskim prawem nie wolno im na dziś... latać na polskim niebie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny