Jest kolejny śmigłowiec ratowniczy dla stolicy. Ale nie ma gdzie lądować...

Stołeczne pogotowie lotnicze ma nowy śmigłowiec. Eurocopter EC 135 jest szybszy, nowocześniejszy i lepiej wyposażony od wysłużonych Mi-2. Może latać także w nocy. Nie ma tylko gdzie lądować. Przynajmniej w Warszawie.


- Jeśli chodzi o samo miasto Warszawa, jest to niestety problem - przyznaje w rozmowie z reporterem TOK FM Krzysztof Przybysz, dyrektor regionu wschodniego w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Mniej dyplomatyczny jest doktor Konrad Bońda, na co dzień członek załogi śmigłowca ratunkowego. - Dyrektorom warszawskich szpitali brak dobrej woli - ocenia ratownik. - Jeśli przewozimy pacjenta ponad sto kilometrów, to nie możemy tyle samo czasu czekać na to, żeby karetka z lądowiska dowiozła go na Szpitalny Oddział Ratunkowy - tłumaczy dr Bońda. - Ścigamy się z czasem, mówi się o złotej godzinie od wypadku - podkreśla.

Dwa lądowiska w mieście. Prawie trzy...

- Mieliśmy pacjentkę w ciąży. Przewoziliśmy ją do szpitala na ul. Karowej tylko dlatego, że obok jest budynek BBN-u z wyniesionym lądowiskiem - przytaczają przykłady inni ratownicy. - Jeśli wszyscy w koło powtarzają, że najważniejszy jest pacjent, to dobrze, żeby za tymi słowami poszły też jakieś działania - dodają.

Lądowiska dla śmigłowców powinny znaleźć się przy każdym SORze w stolicy. Na razie są tylko dwa, gdzie oficjalnie przy zachowaniu wszystkich warunków bezpieczeństwa może lądować helikopter z pacjentem. To przy ul. Szaserów, gdzie mieści się Centralny Szpital Kliniczny MON i przy Centrum Zdrowia Dziecka. - Lądujemy też przy szpitalu na ul. Banacha, ale to tylko lądowisko przygodne, bo nie jest zarejestrowane, nie posiada oświetlenia i nie spełnia wszystkich formalnych wymagań - przyznaje dyrektor Przybysz.

Karetką szybciej?

- To są duże opory dyrektorów szpitali - twierdzi dr Bońda. Nie chcą wykładać pieniędzy z własnego budżetu na budowę lądowisk. Efekt jest taki, że śmigłowiec z pacjentem od wypadku do lądowiska przylatuje szybciej niż kartka przeciśnie się przez korki i dowiezie poszkodowanego z lądowiska do właściwego szpitala. Budowa lądowiska to spore koszta, ale menadżerowie w szpitalach są po to by te pieniądze znaleźć.

Tymczasem nowy śmigłowiec pogotowia swoje miejsce na stałe znajdzie na lotnisku Babice. Za sobą ma już dwie misje. Maszyna kosztowała 22 mln złotych. W sumie do końca 2010 roku w służbie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w całej Polsce ma być ponad 20 takich maszyn. Wszystkie finansowane z pieniędzy Ministerstwa Zdrowia.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM