Prokuratorzy chcą dożywocia, za zasztyletowanie 21-latka na poznańskim dworcu

Dożywocie - to najwyższa kara, na jaką może zostać skazany nożownik z poznańskiego Dworca Głównego. Śledczy zarzucają Andrzejowi W., że pod koniec września, z zimną krwią, zabił 21-latka. Prokuratura Poznań-Wilda oskarżyła też o poplecznictwo taksówkarza, który tragicznej nocy woził mordercę. Do sądu trafił akt oskarżenia.
Prowadzący sprawę oparli się m.in. na opinii biegłego, który nie miał wątpliwości, że 49-letni Andrzej W., gdy dopuścił się zbrodni był w pełni poczytalny. - Zaczęło się od gróźb, które oskarżony kierował do "pomieszkującego" na dworcu nastolatka, przykładając mu do gardła nóż. Chłopak poskarżył się starszym kolegom z dworca. Jeden z nich - Dawid K., postanowił porozmawiać z Andrzejem W. Doszło do kłótni. Mężczyzna opuścił kolejowy budynek, ale jak się okazuje, nie na długo. Wrócił z nożem i pchnął 21-latka - opisuje sprawę prokurator Jacek Derda.

Śledczy nie mają wątpliwości. Andrzej W. doskonale wiedział co robił. Chciał zabić Dawida K. - Ostrze przebiło klatkę piersiową i płuco, naruszyło też inne narządy. To spowodowało krwotok zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny, a w efekcie śmierć ofiary. Zabójcy pomógł uciec z dworca taksówkarz, który woził go tej nocy po Poznaniu - opisuje prokurator. Dlatego Janowi D. za poplecznictwo w zbrodni grozi do 5 lat więzienia. - Umożliwił Andrzejowi W. pozbycie się narzędzia zbrodni - noża. Zacierał ślady poprzez usuwanie z nadwozia samochodu krwi. Utrudniał postępowanie, zatajając informacje przed prokuraturą - dodaje śledczy. Mężczyzna nie był karany i nie przyznaje się do winy.

Z kolei zabójca, pochodzący z Kamienia Pomorskiego Andrzej W., to recydywista. W więzieniach i aresztach spędził około 25 lat. Kilka miesięcy przed zabójstwem w Poznaniu, zakończył odsiadywanie kary za napaść z nożem na bezdomnego na dworcu w Szczecinie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM