Wojna Kopacz z dopalaczami. Dla ekspertów to próba obrony wizerunku państwa, które się kompromituje

- To mi wygląda na kontynuowanie gry w policjantów i złodziei. Złodziej zawsze będzie kilka kroków z przodu. A policjant może powiedzieć: nie jestem bezczynny - tak Marek Grondas z Ośrodka Leczenia Uzależnień Monar w Łodzi, komentuje deklarację Ewy Kopacz. Minister zapowiada kontrole i szybkie reagowanie... rozporządzeniami.
- Będą częste kontrole, szybki nadzór, współpraca zagraniczna z ośrodkami, które monitorują rynek dopalaczy, po to by w Polsce szybko reagować rozporządzeniem.

Będzie to pewnego rodzaju "ping-pong" - oni substancję - my zakaz. Ale nie ma innej możliwości - zapowiedziała szefowa resortu zdrowia.

Eksperci nie mają wątpliwości. - To mi wygląda na kontynuowanie gry w policjantów i złodziei, która toczy się od września 2008 roku, kiedy pojawiły się dopalacze. Złodziej zawsze będzie kilka kroków z przodu. A policjant może powiedzieć: widzicie staram się, nie jestem bezczynny - ocenił w Komentarzach Radia TOK FM Grondas. Jak dodał zapowiedź min. Kopacz "to dość logiczny krok w stronę obrony wizerunku państwa, które kompromituje się w oczach obywateli". - Bo z jednej strony mówi, że jest przeciwne wszelkim środkom psychoaktywnym zażywanym przede wszystkim przez młodzież. A z drugiej strony jest niesprawne w takich sytuacjach - dodał.

- Zgadzam się, że to taka gra państwa, żeby przedstawić się z jak najlepszej strony. Ale czy państwo jest bezradne? - pytał Jacek Charmast, przewodniczący Polskiej Sieci ds. Polityki Narkotykowej. Według niego państwo mogłoby "dostać wiele rad od ekspertów, gdyby chciało słuchać". - Ale państwu nie chce się słuchać - stwierdził.

Dopalacze i polska hipokryzja

Sprawa dopalaczy pokazuje, zdaniem Marka Grondasa, "ogromne złoża hipokryzji". - Oburzamy się jeśli niedaleko szkoły pojawia się sklep z dopalaczami. Ale znacznie mniej nas oburza, jeśli w takiej samej odległości pojawia się sklep z alkoholem. Albo apteka, w której bez recepty można kupować środki o podobnym działaniu jak dopalacze - mówił w Komentarzach Radia TOK FM. Jak dodał, bardzo często zdarza się, że rodzice zaniepokojeni zachowaniem dziecka reagują ulgą na informację, że nie jest ono uzależnione od narkotyków. - I nie przeszkadza im, że dziecko jest uzależnione od alkoholu - dodał.

Przypomnijmy, że pierwszym uderzeniem w dopalacze był wielki nalot służby celnej na sklepy je sprzedające. Dla Grondasa ta i podobne akcje zamiast zaszkodzić... pomogły firmom sprzedającym tego typu produkty. - Rozgłaszanie problemu dopalaczy jest po części ich reklamowaniem. Przez te wszystkie akcje medialne sklepy nie straciły - zostały rozreklamowane - ocenił.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM