Smutne śluby w dniu narodowej tragedii

Zamiast się śmiać mieli łzy w oczach. Radość z wejścia na nową drogę życia zamieniła się w smutek. W sobotę 10 kwietnia w całej Polsce setki par miały zaplanowany ślub. W Lublinie nikt ślubu nie odwołał. Ale uroczystości były inne niż co tydzień.
Zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Lublinie Dariusz Janiszewski w sobotę przyjechał do Trybunału kilkanaście minut po godz. 9.00. Pierwszy ślub był zaplanowany na godz. 10. Dopiero po nim dowiedział się o tragedii. - Przyszedł do mnie portier z tą informacją, bardzo szczątkową, usłyszaną w radiu - opowiada. Przyznaje, że od tego momentu śluby były inne. Był zdenerwowany, nie dowierzał.

- Śluby odbywały się z większą powagą, było widać smutek. Nie było żadnych oklasków, jak to ma miejsce zazwyczaj - dodaje Janiszewski. Nie było też toastów. Tylko kilka par zdecydowało się na oprawę muzyczną. - Była to muzyka smutna - mówi.

Śluby odbywały się też w kościołach. - Ślub brała moja znajoma. Ksiądz poprosił o minutę ciszy - mówi nam uczestnik jednej z takich uroczystości. Przyznaje, że wesele było, ale krótkie i raczej przygnębiające.

Na kolejną sobotę, 17 kwietnia w lubelskim Urzędzie Stanu Cywilnego zaplanowanych jest 18 ślubów. Na razie nikt uroczystości nie odwołał, choć pary dzwonią i pytają, czy wszystko będzie tak, jak zaplanowano. - Z naszej strony wszystko będzie tak, jak być powinno - podkreśla zastępca kierownika USC w Lublinie, Elżbieta Chabros. Dodaje, że śluby się odbędą chyba, że pary same odwołają czy przełożą swój ślub. - Mają do tego prawo - dodaje.

Odwołanie ślubu nie jest jednak łatwe, bo sale na wesela zamawia się często nawet z rocznym wyprzedzeniem. A w samym Urzędzie Stanu Cywilnego ślub zamawia się trzy miesiące wcześniej.

DOSTĘP PREMIUM