"To będą inne wybory". Rozmowa z doktorem Jarosławem Flisem.

W ciągu najbliższych kilku dni poznamy termin wyborów prezydenckich. Nie ma jeszcze kandydatów, nie ma scenariusza kampanii. O tym jak w tej sytuacji będą wyglądać nadchodzące tygodnie z socjologiem i medioznawcą Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorem Jarosławem Flisem rozmawiali reporterzy TOK FM Joanna Mąkosa i Łukasz Wojtusik.
Joanna Mąkosa, Łukasz Wojtusik: Po tragedii w Smoleńsku jesteśmy w trudnej politycznie sytuacji. Funkcje prezydenta RP pełni aktualnie Bronisław Komorowski. Na dniach powinniśmy się dowiedzieć, kiedy odbędą się wybory prezydenckie. Jaki przewiduje Pan scenariusz na te najbliższe dni, miesiące?

dr Jarosław Flis, medioznawca: - Wszystko wskazuje na to, że wybory prezydenckie odbędą się pod koniec czerwca. Dla partii, które straciły w tragicznych okolicznościach swoich potencjalnych kandydatów najbardziej korzystne było by na pewno przesunięcie tego terminu. Z drugiej strony, wybory mogą się odbyć tuż po zakończeniu roku szkolnego, wtedy rozpoczną sie także wakacje, a to nie wróży dobrze frekwencji wyborczej. Ostateczna decyzja w tej sprawie na pewno będzie wynikiem międzypartyjnych konsultacji.

Ta kampania różnić się będzie od tego z czym do tej pory mieliśmy do czynienia?

- Takiej kampanii jeszcze nikt nie przeprowadzał. Ani w Polsce, ani chyba na świecie. Zwiększy się najprawdopodobniej waga tych wyborów, będą one traktowane znacznie bardziej emocjonalnie. Ale trzeba także powiedzieć, że komunikacja w tych wyborach będzie poddana znacznie większym ograniczeniom. Zapowiada się więc kampania, w której bariery narzucone sobie przez jej uczestników, będą bardzo widoczne.

Jest szansa na to, że będzie to pierwsza od dawna, kampania bez nieczystych zagrań, bez chwytów?

- Miejmy nadzieję, że tak będzie. Nie ma wątpliwości, że taki wybuch emocji jaki towarzyszy tragicznym wydarzeniom, może się przełożyć na podgrzenie atmosfery politycznej. Mam nadzieje że do tego nie dojdzie. Liczę też jednak, że ta kampania nie będzie także nijaka, nie będzie pomijać istotnych dla kraju problemów.

Te wybory mogą być trudne dla wszystkich uczestników naszego życia politycznego

- Każdy ma inny problem z tymi wyborami. Na pewno sytuacja, w której jest teraz Bronisław Komorowski, jest bardzo trudna. Ale jeśli chodzi o przebieg samej kampanii w dużo trudniejszym położeniu są teraz PIS i SLD. To co będzie się działo w tych dwóch partiach jest na pewno większą próbą dla Polskiej demokracji.

Jak może wyglądać najbliższa przyszłość tych dwóch partii. Czy możemy już powoli mówić o potencjalnych kandydatach, jakich wystawią w wyborach?

- Musimy z tym jeszcze poczekać. To bardzo delikatna sprawa. Jeśli te partie przyjdą do siebie po tym wstrząsie i same przywołają ten temat, wtedy będzie można spojrzeć na to z zewnątrz. Nikt nie powinien jednak oceniać czy na to jest jeszcze za wcześnie, czy już za późno. Tym niemniej warto pamiętać jak wielka jest presja czasu., w tej chwili jeden tydzień to jedna dziesiąta tego, co pozostało nam do wyborów. W takiej sytuacji każdy dzień ma znaczenie. Wymogi konstytucyjne są tutaj bezwzględne, a sytuacja dla wszystkich uczestników życia politycznego jest w tych okolicznościach naprawdę bardzo trudna.

Dopuszcza Pan taki scenariusz, że PIS nie wystawia swojego kandydata w wyborach?

- Wydaje mi się że to byłoby nie w porządku względem Lech Kaczyńskiego. To, że zabrakło dwóch poważnych kandydatów na prezydenta, to jeszcze nie znaczy, że oczekiwania, których byli reprezentantami - wyznawane idee i wartości - nie mogą znaleźć swoich wyrazicieli, następców i kontynuatorów. To ważne przede wszystkim dla jakości polskiej demokracji. Także po to, by te wybory nie były postrzegane jako wybory, których rozstrzygnięcie zapadło gdzie indziej i których wynik pozostawiłby jakiekolwiek poczucie niesprawiedliwości.

A czy dla Polaków, te wybory nie będą trochę takim wyborem, żeby wybrać prezydenta, bez względu na jego polityczny rodowód i racje. Towarzyszy nam poczucie straty najważniejszej osoby w Państwie, czy ten wybór który stanie przed Polakami, nie będzie po prostu chęcią zapełnienia miejsca po zmarłym prezydencie, tak by wszystko w naszej mentalności wróciło do normy?

- Historia Polski zna jeden taki precedens. Chodzi o wybór prezydenta Wojciechowskiego, po zamachu na prezydenta Narutowicza. Być może efektem tej tragedii będzie wybór takiego kandydata, który będzie potrafił te nastroje stonować, złagodzić. Ale to bardzo trudne. Część ról jest już rozdana, niektóre decyzje zapadać będą na gorąco, a przebiegu wyborów powszechnych nie da się zaprojektować. To wypadkowa strategii poszczególnych sił politycznych.

Jakie są szanse na to, żeby wydarzenia ostatnich dni, przełożyły się na poprawę stosunków i jakości debaty na naszej scenie politycznej?

- Nie znamy dnia ani godziny - tragedia sprzed kilku dni będzie o tym przypominać. I pozostaje tylko mieć nadzieje, że to ostudzi niezdrowe emocje, a podgrzeje emocje pozytywne, tworzące wspólnotę. Odsądzanie politycznych przeciwników od czci i wiary jest może i efektowne, ale ciężko się potem z tym żyje. Zawsze, choć najlepiej widać to dopiero wobec tragedii takiej jak ta w Smoleńsku.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny