"Dlaczego oni, a nie ja?" - wspomnienia Michała Kamińskiego

Uważałem i uważam, że Lech Kaczyński był wielkim polskim patriotą i był naprawdę wielkim prezydentem. To ja byłem, być może, bardzo złym jego współpracownikiem, że nie potrafiłem o tym dobrze powiedzieć Polakom - mówił ze łzami w oczach Michał Kamiński w rozmowie z Moniką Olejnik w TVN24.
KATASTROFA SAMOLOTU PREZYDENTA: Relacja na żywo| Kto był na pokładzie | Zdjęcia z miejsca katastrofy | Forum | Serwis specjalny

Michał Kamiński był wieloletnim współpracownikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, obecnie jest europosłem. O śmierci prezydenta dowiedział się będąc z żoną na wakacjach w Hong Kongu, w momencie, gdy miał wysyłać emailem projekty dotyczące planowanej na jesień kampanii prezydenckiej. Dzisiaj osobiście pożegnał się z prezydentem - przyszedł do kaplicy i uklęknął przed trumną.

"Zwierzałem się prezydentowi z moich życiowych rozterek"

- Uważałem prezydenta za swojego przyjaciela, mimo różnicy wieku. Będzie mi brakować takiego osobistego kontaktu z Lechem Kaczyńskim - opowiadał w programie "Kropka nad i" - Nasze dyskusje nie dotyczyły tylko polityki, zwierzałem mu się także z moich życiowych rozterek. (...) W osobie Lecha Kaczyńskiego straciłem przyjaciela, mentora, mojego szefa - wspominał - Po pierwszej kadencji AWS-u, gdy byłem młodym, ale już mocno przeterminowanym politykiem, oni (red. bracia Kaczyńscy) się zgodzili, dali mi drugą szansę w polityce, a nie musieli - dodał.

"Każde nazwisko jest jak zadra"

Na pokładzie prezydenckiego Tupolewa było wielu przyjaciół i znajomych Kamińskiego. Europoseł wspominał, ostatni Nowy Rok, spędzony ze Sławomirem Skrzypkiem i jego rodziną na nartach w Zakopanem, Mariusza Handzlika, z którym "pracował drzwi w drzwi",

"Władka" Stasiaka, "Olka" Szczygłę, oraz osobę, której "bardzo wiele wewnętrznie zawdzięcza" - arcybiskup Mirona Chodakowskiego.

- Śmierć dotknęła ludzi, którzy mogli jeszcze bardzo wiele osiągnąć. (...) Tam zginęła moja współpracownica Kasia Doraczyńska, którą ja przyjmowałem do pracy. (...) Tyle ludzi tam straciłem, że powiedziałem mojej żonie "Ania, ja nie wiem za kim mam płakać". Każde nazwisko jest jak zadra - mówił europoseł.

"W czym jestem lepszy od tych ludzi, którzy zginęli?"

- Ja sobie takie pytanie zadaję, w czym ja jestem lepszy od tych ludzi którzy zginęli - mówił ze łzami w oczach polityk. Kamiński wielokrotnie latał z prezydentem: - Ciągle oczami wyobraźni widzę jak to się zaczyna, jak wsiadał pan prezydent do samolotu, jak zaczynały się żarty, pan prezydent lubił zawsze zażartować, to był tak ciepły człowiek. (...), jak ten lot później trwał, prezydent zapraszał na rozmowy, czasem przychodził, siadał na poręczy, rozmawiał, oczyma widzę ten lot. Mnie tam nie było, ale przecież mogłem tam być. Oczyma widzę wszystkich ludzi, których tam znałem. Zadaję sobie pytanie: Czy cierpieli? Jak długo to trwało? - wspominał łamiącym się głosem.

- To uczy nas wszystkich gigantycznej pokory, wobec tego kim jesteśmy jako ludzie.

Można tworzyć plany, planowałem kampanię wyborczą dla prezydenta i nagle się okazuje, że jego już nie ma po prostu - mówił.

"Był wielkim patriotą, być może nie potrafiłem o tym dobrze powiedzieć Polakom"

- Uważałem i uważam, że Lech Kaczyński był wielkim polskim patriotą i był naprawdę wielkim prezydentem. To ja byłem, być może, bardzo złym jego współpracownikiem, że nie potrafiłem o tym dobrze powiedzieć Polakom (...) Straciłem człowieka, dla którego chciało się pracować, dla którego Polska była tak szalenie ważna - dodał.

Kamiński rozmawiał dziś także z Jarosławem Kaczyńskim. - To niewyobrażalna tragedia dla wszystkich, którzy widzieli jakie relacje łączą braci bliźniaków. Jarosław Kaczyński mi powiedział, że przecież straszniejszego dnia w życiu on już nie będzie miał. Trzyma się jakoś, ale (...) to są bardzo ciężkie dni dla pana prezesa - mówił Kamiński.

DOSTĘP PREMIUM