"W telewizji trwa żałoba. Internet jest karnawałem"

- W okresie żałoby pojawiają się inicjatywy społecznościowe dotyczące miejsca pochówku pary prezydenckiej, czy pomysłu nadania imienia Lecha Kaczyńskiego nowemu stadionowi. W okresie normalnym to może być grupowanie się wokół jakiejś marki kultowej. Wielkiej jakościowej różnicy nie widzę - mówi w rozmowie z TOK FM prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog internetu ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Cezary Łasiczka: Jak polscy internauci zareagowali na tragedię w Smoleńsku?

Prof. Kazimierz Krzysztofek: - Porównując tydzień żałoby po śmierci Jana Pawła II i czas obecny widać pewne różnice. Wtedy można było mówić o wspólnocie znaczeń, sensów i treści, zarówno w mainstreamie medialnym, jak i na forach i mediach społecznych. Dzisiaj te przekazy nie są takie same. W telewizji trwa żałoba, niemiecki filozof Walter Benjamin określa to pracą żałoby. Pozwala ona przejść przez ten okres adaptacji, pogodzenia się ze zmienionym światem. Natomiast internet jest karnawałem. Karnawał polega na zawieszeniu norm, a z tym mamy na stałe do czynienia w sieci. (Zobacz artykuł Facebook Wawelem podzielony

Jeden ze sposobów wyrażania opinii to przyłączanie się do różnych grup, których nazwy dobrze oddają poglądy. Poza istnieniem, grupy te zwykle nie robią nic więcej.

- Ludzie tak naprawdę nie są indywidualistami. Czują się niepewnie, więc szukają wspólnot. To organizowanie się w takie krótkotrwałe plemiona. Rezygnuje się ze swojej szczegółowej prywatnej opinii, aby coś nagłośnić. Para filozofów Antonio Negri i Michael Hardt dostrzegli na obszarach wielkomiejskich i kosmopolitycznych, że ludzie przestają się definiować przez wielkie struktury społeczne - naród, religię. Stają się rzeszą podmiotów, które organizują się tylko na chwilę, żeby osiągnąć konkretny cel. To są społeczności zadaniowe. Grupa znika, kiedy osiągnie cel albo rozprasza się na inne platformy.

W okresie żałoby pojawiają się inicjatywy społecznościowe dotyczące miejsca pochówku pary prezydenckiej, czy pomysłu nadania imienia Lecha Kaczyńskiego nowemu stadionowi. W okresie normalnym to może być grupowanie się wokół jakiejś marki kultowej. Wielkiej jakościowej różnicy nie widzę.

W czasach sprzed internetu liczyła się opublikowana przemyślana opinia autora. Liczyło się nazwisko autora, powaga tytułu, kult prasy. Teraz są szybkie reakcje, takie reaktywne gromadzenie się.

- To francuski filozof Paul Virillo pisał, że wszystko musi się dziać szybko. Ale to wynika nie tylko z emocji, ale też z takiej a nie innej natury tych technologii. Nam się wydaje, że my je konfigurujemy, a tymczasem to one konfigurują nas. To technologie tak nas formatują, że musimy używać takiego, a nie innego skrótowego języka: 140 znaków na blipie, 160 w SMS-ie. Kiedy mówimy o prasie opiniotwórczej, pamiętajmy, że tam była bariera publikowania. Teraz jej nie ma - każdy, kto ma dostęp do sieci ma potężne narzędzie hipermedium.

Tyle, że służy ono tylko do wyrażenia opinii, nie widać potrzeby dialogu, potrzeby zrozumienia drugiej strony.

- To prawo działa także w polityce. Nie ma mowy o dialogu, tylko czekanie na swoją kolej, żeby zabrać głos. Nie ma wymiany, są raczej monologi. W internecie liczy się, żeby dorwać się na forum, wyrazić swoją opinię. Sprowokować. Widać bardzo duże zróżnicowanie intelektualne, od bardzo prymitywnych do naprawdę bardzo dojrzałych.

Pojawiają się głosy, że nastąpiło zmęczenie żałobą. Internet daje możliwość ucieczki, chociażby w media zagraniczne.

- Tak, internet daje możliwość takiej ucieczki, ale nie w sensie masowym. Większość internautów nie zagląda na serwisy zagraniczne, bo ich nie rozumie. Od problemu zmęczenia nie uciekniemy. Jesteśmy "przemediatyzowani". Musielibyśmy się totalnie odłączyć, ale wtedy nie moglibyśmy nawet oglądać billboardów na ulicach, bo to przecież też media.

Kiedyś wychodziliśmy na agorę, żeby się czegoś dowiedzieć. Teraz wszystko jest pod ręką w domu, więc nie trzeba.

Ale teraz wychodzimy, żeby się spotkać, szczególnie w tych trudnych chwilach, żeby poczuć bliskość innych osób...

- Nie tylko. Tu działa prawo potrzeby kultury pozadomowej, tego outdooru. Na przykład wielkie imprezy stadionowe - ludzie mogą słuchać muzyki z płyt, ale chcą uczestniczyć w tłumie. Chęć uczestniczenia w wydarzeniu, tak, żeby się czuło przez wszystkie pory wielką historię. Może powiedzenie, że zgromadzenia w związku z żałobą mają taką samą naturę jest zbytnią generalizacją, ale z pewnością widać podobieństwa. To jest taki terror spektaklu. Niemcy nazywają to "erlebnis" - doznanie, przeżycie. To słowo ma taką workowatą naturę, może obejmować te wszystkie doznania i emocje, które filozof George Steiner nazwał kulturą kasyna. Potrzeba coraz silniejszych doznań. Każda następna, wyższa stawka, wymazuje pamięć o poprzedniej. Dawniej nie można było obnosić się z żałobą, bo to przeszkadzało. A co mamy dzisiaj? Dziś żałoba narodowa wchodzi do głównego nurtu. Pełni funkcję spektaklu, który przyciąga.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny