Psychoterapeuta o żałobie: łatwo z roli ofiary przeskoczyć do roli kata

- Jest problem wyrażania swojej prawdy, przy zachowaniu szacunku do innych. Uświadomiłem sobie, że to nie dotyczy tylko poszczególnych osób. To jest proces, przez który przechodzimy my - jako Polacy - od wielu już lat, a który w czasie od katastrofy w Smoleńsku do dzisiaj nabrał tempa i intensywności. Ewa Wanat rozmawia z psychoterapeutą Zbigniewem Miłuńskim.
Ewa Wanat: W Polsce trwa żałoba. Wielu z nas chce nie tylko odczuwać i wyrażać emocje, ale także spróbować trochę zracjonalizować to, co się dzieje.

Zbigniew Miłuński: Chodzi bardziej o świadomość tego, co się z nami dzieje. Jeden z mężczyzn, z którym pracuję jako terapeuta, opowiadał o atmosferze rodzinnych obiadów. Jego rodzina jest dobrze usytuowana, ale narzeka wskazując przy tym na innych, jakoby winnych tej "fatalnej sytuacji". Ten mężczyzna uważa inaczej, ale boi się to powiedzieć. Ma poczucie, że to są przecież jego rodzice, którym jest winny szacunek. To jest problem wyrażania swojej prawdy, przy zachowaniu szacunku do innych. Uświadomiłem sobie, że to nie dotyczy tylko poszczególnych osób. To jest proces, przez który przechodzimy my - jako Polacy - od wielu już lat, a który w czasie od katastrofy w Smoleńsku do dzisiaj nabrał tempa i intensywności.

Na pierwszy rzut oka to wszystko wydaje się proste. Wypowiadam swoja prawdę z szacunkiem dla innych, a inni z szacunkiem ją przyjmują. Ale to nie działa. Od wyrażania naszej prawdy bardzo szybko przechodzimy do atakowania innych i wygłaszania zupełnie skrajnych sądów. Zaczynamy siebie ranić, aż w końcu rozmowa zamienia się w walkę.

Z czego to wynika?

Wydaje nam się, że podejmujemy indywidualne decyzje, a tymczasem w naszym myśleniu odbija się układ sił, energii, nawyków, doświadczeń, przez które przechodziliśmy jako naród przez wiele, wiele lat. Ta pamięć jest w nas obecna, niezależnie od tego czy jesteśmy tego świadomi i czy tego chcemy. To wzorce przeszłości organizują, współtworzą to, co robimy i jak się zachowujemy

W jaki sposób historia narodu może wpływać na moje prywatne decyzje?

Wyobraźmy sobie przez analogię, że Polska jest osobą - załóżmy dziewczynką. Przez ostatnie 300 lat życie tej dziewczynki było pełne przemocy, z którą z trudem dawała sobie radę. Była poddana presji, rządzona przez tyranizujących dorosłych. Sytuacja się radykalnie zmieniła. Nasza dziewczynka sama jest dorosła i żyje wśród innych, którzy są mniej więcej jej równi. Ale teraz jej życie jest podobne do osób, które w przeszłości doświadczyły przemocy, traumy. Ponieważ osoba taka zna tylko doświadczenia przemocowe, w sytuacjach kryzysowych odtwarzają się te role znane z wcześniejszego życia. Zaczyna reagować w taki sposób, jakby reagowała na sprawców przemocy, z którymi miała do czynienia w przeszłości. Ta zbiorowa dziewczyna, jakby składa się z nas wszystkich. Struktura całości, w której żyjemy wywiera na nas presję i sprawia, że w różnych sytuacjach zaczynamy zachowywać się kompletnie inaczej niż byśmy chcieli. Przytomniejemy dopiero kiedy wydarzy się coś naprawdę wstrząsającego. Pytamy siebie "co się dzieje? co ja robię?". Uwalniamy się od rożnych wzorców myślenia pełnych podejrzliwości i doszukiwania się spisków. Wyzwalamy się od tych postaw, które były naturalne i oczywiste w czasach, kiedy żyliśmy w opresji i które ratowały nam życie.

Ten moment oprzytomnienia trwał bardzo krótko, może jeden dzień. Teraz pod pałacem prezydenckim słychać głosy, że to przecież nie mógł być wypadek, że ktoś to musiał zorganizować.

To jest ten wzorzec, który doskonale znamy - jest jakiś wróg, najeźdźca. Nie pytamy, czy sytuacja jest taka sama, jak ta sprzed 200-300 lat. Pozwalamy sobie na domysł, że musi być jakiś sprawca. To prawda, tylko że tym sprawcą nie jest żadna poszczególna osoba, tylko pewien wzorzec zachowania. Role, które wyznaczają pole, w którym się poruszamy. Kiedy myślimy o Katyniu, role są bardzo wyraźne - kat i ofiara. Na co dzień możemy zachowywać się bardzo racjonalnie i przytomnie, ale kiedy przychodzi sytuacja kryzysowa, zaczynają w nas grać emocje. Jesteśmy zaczarowywani w jedną z tych ról, zwykle ofiary. Ponieważ jednak poruszamy się w polu, którym są tylko dwie role, bardzo łatwo i nieświadomie możemy przeskoczyć do roli kata. Zaczynamy "strzelać" do kogoś słowami: "to ty jesteś winny!". Przestajemy widzieć w sobie ludzi, a zaczynamy widzieć wrogów. Jeśli ta sytuacja się rozwija zaczynamy walczyć na oślep.

Jak to możliwe, że tak łatwo przechodzimy z jednej skrajnej roli do drugiej?

Nie ma nic pomiędzy. Brakuje nam wzorca, który pozwoliłby wyjść z roli ofiary, ale nie przechodzić w rolę kata. Jeżeli nie zaczniemy z rozmysłem zauważać w sobie nie tylko ofiary, ale i kata; jeżeli nie zaczniemy dbać o to, żeby pamiętać o szacunku dla innych, żeby zaczynać od siebie to ten wzorzec będzie się ciągle powtarzał. Będzie nas pchał do takich zachowań, jak niedbanie o bezpieczeństwo, dążenie wbrew wszelkim okolicznościom do wyznaczonego celu. Do zachowań kogoś, kto strzela do wszystkiego, co jest przeciwko temu, co on uważa za słuszne. Takie myślenie doprowadza do katastrofy. Uświadomienie pozwoli nam na uniknięcie odtwarzania się takiej sytuacji.

Jak się tego nauczyć w skali społecznej? Ludzie przeważnie nie mają potrzeby, żeby zajrzeć w głąb siebie, swoje zachowania uważają za naturalne.

Trzeba to robić na poziomach indywidualnych i zbiorowych. Indywidualnie poprzez krytyczne odnoszenie się do własnych reakcji. Trzeba się zastanowić, czy moja pierwsza reakcja, poczucie, że ktoś mnie atakuje jest słuszne. Być może czegoś nie wiem, źle interpretuję. Na poziomie społecznym powinny pracować instytucje, np. media. To jaki obraz kreują, do jakich postaw zachęcają to bardzo ważne. Tak powszechne odruchy myślenia spiskowego nie biorą się tylko z historii. Większość filmów to są filmy sensacyjne, w których jest jakiś kat i jakaś ofiara, trzeba się bronić albo atakować. Odgrywa się wciąż i wciąż ta sama kalka, której sobie nie uświadamiamy. Myślę, że bardzo ważne jest też pielęgnowanie tradycji, ale tej mówiącej o sukcesach. Współczesne bycie patriotą nie oznacza pielęgnowania postaw walki i honoru, bo to było bardzo dobre, kiedy byliśmy w sytuacji opresji. Teraz patriotyzm polega na tym, żeby rozwijać świadomość tego, w jakiej mierze szanuję innych, jak wyrażam swoją prawdę równocześnie szanując tych do których i o których mówią. To jest wyraz patriotyzmu, bo to jest troska o nasze wspólne dobro. Nie potrzebujemy waśni, kłótni, ani sytuacji, kiedy jakaś - nawet najbardziej dostojna - osoba podejmuje decyzję, która już następnego dnia nas dzieli. Potrzeba nam szukania porozumienia



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM