Restauracje i kawiarnie na Krakowskim Przedmieściu zamknięte. Nikt nie poinformował właścicieli

BOR nie wpuszcza na Krakowskie Przedmieście właścicieli i pracowników restauracji i kawiarni. Nawet jeśli pracownikom uda się dotrzeć do pracy - lokalu nie można otworzyć. Restauratorzy skarżą się, że o utrudnieniach nie zostali poinformowani. - Wszyscy się o wszystkim dowiadują późno. To "strefa zero" absolutnie wyłączona - mówi przedstawiciel Ratusza.
Właściciele restauracji i kawiarni położonych przy Krakowskim Przedmieściu, blisko Placu Piłsudskiego, nie mogą otworzyć lokali. Część miała kłopoty z dotarciem do pracy, bo część ulicy jest zamknięta. Ci, którym się udało - nie mogą otworzyć lokali. - To strefa zero i chodzi o bezpieczeństwo - wyjaśnia Tomasz Andryszczak z biura prasowego warszawskiego Ratusza.

Decyzję o zamknięciu podjęto w Biurze Ochrony Rządu. - "Strefa zero" jest absolutnie wyłączona. Od tej strony będą podjeżdżały rodziny ofiar i najważniejsze osoby w państwie. To najbardziej newralgiczne miejsce i BOR ma tu władztwo - mówił Andryszczak w rozmowie z TOK FM.

Względy bezpieczeństwa trudno kwestionować, ale pytanie - dlaczego nikt wcześniej o takich planach nie poinformował restauratorów? - Wszyscy się o wszystkim dowiadują późno, bo przygotowania trwały kilkadziesiąt godzin. Jest taka dynamika zdarzeń, że wszystko jest robione w biegu i na bieżąco - dodał.

"Stoję i czekam"

Rano właściciele i pracownicy kawiarni i restauracji położonych w pobliżu Placu Piłsudskiego przeżyli przykre zaskoczenie. - Stoję i czekam. Zadzwoniłam do pracowników, żeby w tej chwili nie przyjeżdżali do pracy i czekali na mój telefon. Te bramki stoją tak, że nie można przejść na drugą stronę Krakowskiego Przedmieścia - relacjonowała w rozmowie z TOK FM właścicielka jednej z restauracji na Krakowskim Przedmieściu. Barierki blokują wejście od ulic Królewskiej i Ossolińskich. - Pytałam BOR-u do której ma być blokada, ale mówią że niestety nie wiedzą - mówi.

Niektórzy z restauratorów o możliwych kłopotach wiedzieli i nawet spróbowali się do nich przygotować. - Syn kończąc prace o wpół do pierwszej w nocy został zatrzymany przez BOR - powiedzieli, że w sobotę nie ma szans żeby kogokolwiek wpuścić w "strefę zero", jeśli nie będzie miał zaświadczenia o tym, że tam pracuje - mówi Andrzej Kobel, właściciel jednej z restauracji. Ale przygotowanie listy z nazwiskami nie zakończyło kłopotów. - Rano, kiedy pracownicy szli do pracy - bo chcieliśmy otworzyć o 8 - okazało się że nikt wejść nie może. Dopiero po pertraktacjach jakiś ochroniarz przyprowadził pracowników. Ale nie mogą otwierać restauracji - relacjonuje restaurator.

- Ściągnąłem załogę, bo chciałem żeby ludzie mogli się herbaty czy wody napić. Przecież będą wiele godzin stali. Nie dla interesu, tylko żeby ludziom pomóc i zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji - dodaje Kobel.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM