Aktor z "Solidarnych 2010" w oświadczeniu: nie mogę mieć poglądów?

- Pytam, czy jako aktor nie mam prawa wypowiadać się w sprawach ważnych dla prawdy o tym wydarzeniu? Czy mój zawód dyskwalifikuje moje poglądy? - pyta w oświadczeniu aktor Mariusz Bulski, który pojawia się w dokumencie "Solidarni 2010". Oświadczenie wydała też Ewa Stankiewicz, która razem z Janem Pospieszalskim przygotowała dokument. - Rozmowy były spontaniczne - zapewnia. I dodaje: Kłamstwo jest karalne.
Na blogu Artura Bazaka , redaktora "Teologii Politycznej", znajdują się dwa oświadczenia - aktor Marcina Bulski, który tłumaczy się w występu w dokumencie oraz Ewy Stankiewicz.

Aktorzy pojawiają się w dokumencie

"Solidarni 2010" duetu Pospieszalski-Stankiewicz to zapis wypowiedzi ludzi zgromadzonych pod Pałacem Prezydenckim. Osoby te atakowały media i polityków - m.in. Platformy Obywatelską. Sugerowały np., że wypadek samolotu prezydenta w Smoleńsku to był zamach.

Po emisji okazało się, że wśród wypowiadających się osób są m.in. aktorzy znani z seriali m.in. TVP. WIĘCEJ

"Zostałem losowo wybrany"

- W nocy z niedzieli na poniedziałek, drugiej nocy Żałoby Narodowej, po kilku godzinnym oczekiwaniu w kolejce do Księgi Kondolencyjnej wystawionej w Pałacu Prezydenckim, zostałem zupełnie losowo wybrany przez ekipę telewizyjna i poproszony o wypowiedź - pisze w oświadczeniu Bulski - Nie proponowano mi wynagrodzenia za wypowiedź, której udzieliłem i nie podpowiadano mi, co mam mówić. Wszystko, co powiedziałem do kamer jest zgodne z moimi poglądami i autorem tych słów jestem ja sam - pisze w oświadczeniu aktor. I dalej - Po nagraniu dowiedziałem się, że jest to Księga Kondolencyjna kręcona na żywo, z której w przyszłości zostanie zmontowany reportaż.

Aktor mówił płacząc m.in. - Ten Pan, który ma krew na rękach, przytula mojego premiera, ale w życiu nie przytuliłby mojego prezydenta. W sobotę 10 kwietnia na miejscu katastrofy, gdzie był premier Donald Tusk przytulił go Władimir Putin, premier Rosji.



"Aktor nie może mieć swoich poglądów"

Bulski podkreśla, że nie dostał za swój występ gaży. I nie zna Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz. - Nikt nie kontaktował się ze mną i nie ustalał treści moich wypowiedzi. Nikt też nie suflował wypowiedzi w trakcie nagrania - czytamy dalej. - Pytam, czy jako aktor nie mam prawa wypowiadać się w sprawach ważnych i istotnych dla prawdy o tym wydarzeniu? Czy mój zawód automatycznie dyskwalifikuje moje poglądy? - kończy retorycznie.



Stankiewicz: To było spontaniczne

Na blogu znajduje się też oświadczenie Ewy Stankiewicz, o wiele krótsze. - Żadna z kilkudziesięciu osób występujących w filmie "Solidarni 2010" nie otrzymała pieniędzy, ani też nie została umówiona na rozmowę (nie mówiąc już o "podstawieniu"!). Wszystkie rozmowy zostały nagrane spontanicznie. Kłamstwo jest karalne. Osoby, które za pomocą fałszywych insynuacji podważają wiarygodność filmu odpowiedzą przed prawem - kończy groźbą. Co wcześniej mówiła Stankiewicz? Czytaj więcej

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM