Według urzędników MSWiA miały być jedynie podtopienia. Premier: Nie mam pretensji

Dzień przed początkiem powodzi w Polsce urzędnicy MSWiA uspokajali, że "wielka woda" nam nie grozi. Hydrolog IMiGW dodawała, że "dojdzie jedynie do lokalnych podtopień". - Nie mam do nikogo pretensji o to, że deszcz był tak intensywny, że prognozy okazały się nietrafione - zauważył premier Donald Tusk.
W niedzielę, 16 maja - pomimo, że na rzekach na południu kraju niebezpiecznie podnosił się poziom wody, a pierwsze budynki były już zalewane - z MSWiA płynął uspokajający komunikat. W informacji rozesłanej wtedy do mediów czytamy, że "sytuacja hydrologiczna w kraju jest stabilna". - W tym momencie nie występuje zagrożenie powodziowe - uspokajała rzecznik prasowa resortu Małgorzata Woźniak i informowała o niewielkich podtopieniach piwnic w województwach opolskim, małopolskim, śląskim i podkarpackim. Teraz tłumaczy, że ta "uspokajająca" informacja dotyczyła tylko koryt głównych polskich rzek, a te wtedy nie wskazywały na stan alarmowy.

Ale w niedzielę nie była to jedyna taka informacja. Mimo ostrzeżeniach o intensywnych opadach deszczu na południu kraju i o wzrastającym poziomie wody w rzekach wydanych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej - hydrolog Marianna Sasin w wywiadzie dla Informacyjnej Agencji Radiowej stwierdziła, że o "wielkiej wodzie nie ma mowy, gdyż pojemność retencyjna rzek doprowadzi jedynie do lokalnych podtopień". - Te opady do niedzielnego poranka jeszcze nie stanowiły zagrożenia. Więc w tamtej chwili nie było mowy o powodzi - wyjaśnia teraz w rozmowie z TOK FM Marianna Sasin.

Miller: Wiedziałem o zagrożeniu, a komunikatów dla mediów nie dostaję

Tymczasem szef MSWiA Jerzy Miller przyznał dzisiaj, że już w niedzielę wiedział o tak poważnej sytuacji na rzekach. Dlaczego więc nie dotarły do mediów? - Media na południu widziały, co się dzieje - twierdził Miller, a pytany o uspokajające komunikaty płynące z MSWiA zauważył, że nie dostaje informacji skierowanych do dziennikarzy. - Akurat 16 maja byłem nad Rabą w Małopolsce i wiem co tam się działo. Gdy przejeżdżałem mostem nad odnogą zbiornika retencyjnego w Dobczycach to sam się przeraziłem, bo tak wysokiego stanu wody w tym zbiorniku, jak długo żyję - nie widziałem - mówił.

Premier: Klęski żywiołowe trudno przewidzieć

- Nie mam do nikogo pretensji o to, że deszcz był tak intensywny, że prognozy okazały się nietrafione - stwierdził z kolei premier Donald Tusk. - Klęski żywiołowe mają to do siebie, że przewidzieć je i ich skalę jest bardzo trudno - dodawał.

Premier zapowiedział jednak, że między innymi w tej sprawie będzie przeprowadzona kontrola. Być może zleci też przeprowadzenie audytu zewnętrznego.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny