Zmiażdżony palec? Pierwsza pomoc? PKP: Mamy jeden bandaż

Agnieszka Kniotek ma zmiażdżony palec. Miała wypadek w pociągu. Gdyby nie pomoc pasażerów, nie wiadomo jakby się wszystko skończyło.
Piątkowy wieczór, pociąg Express InterCity relacji Gdynia - Kraków. Przyjemny, czysty, kawa i ciastko gratis. Jednak dla Agnieszki podróż tym pociągiem z Warszawy do Krakowa skończyła się tragicznie.

Chciała odwiedzić koleżankę i zrobić jej urodzinową niespodziankę. Niestety, zamiast do koleżanki trafiła do szpitala. - Jakaś kobieta przypadkowo przytrzasnęła mi rękę drzwiami do toalety - opowiada. - Te drzwi są ciężkie, metalowe. Momentalnie zrobiło mi się słabo i osunęłam się na podłogę - dodaje.

Przytrzaśnięty kciuk bardzo spuchł i nie przestawał krwawić. Agnieszkę, siedzącą na podłodze w toalecie, znalazł pasażer z jej przedziału. Wyszedł sprawdzić dlaczego jej tak długo nie ma. - Kiedy zobaczyłem co się dzieje, postanowiłem poszukać konduktora, bo palec bardzo krwawił i trzeba go było opatrzyć - opowiada Grzegorz Maciaszek.

Konduktor, a zarazem kierownik pociągu, znalazł się dosyć szybko, zabrał Agnieszkę do swojego przedziału i wyciągnął apteczkę. - Nie był jednak w stanie udzielić jej pierwszej pomocy, był bardziej blady niż Agnieszka, trzęsły mu się ręce - relacjonuje Grzegorz. - Sama apteczka też pozostawiała wiele do życzenia, znaleźliśmy w niej tylko jeden bandaż, jakiś opatrunek jałowy i to wszystko - twierdzi. W apteczce nie było nawet wody utlenionej. Grzegorz musiał poradzić sobie sam.

Jedna apteczka na pociąg

Według przepisów za udzielenie pierwszej pomocy w pociągu odpowiedzialny jest kierownik składu, za wyposażenie apteczki też. Kiedy dochodzi do wypadku, oprócz udzielenia pierwszej pomocy kierownik ma obowiązek wezwać pogotowie. W zależności od sytuacji albo zatrzymuje pociąg, albo wzywa pomoc na najbliższą stację. - O zasadach udzielania pierwszej pomocy przypominamy naszym pracownikom na każdym szkoleniu, średnio raz na kwartał - zapewnia w rozmowie z reporterką TOK FM Grzegorz Szkaradek, dyrektor InterCity w Krakowie. - Jeśli chodzi o wyposażenie apteczki, kierownik pociągu ma obowiązek zgłosić braki swojemu zwierzchnikowi i brakujące środki na bieżąco uzupełniać - twierdzi.

Tym razem jednak drużyna konduktorska o swoich obowiązkach zapomniała. Grzegorz Maciaszek, który z wykształcenia jest ratownikiem medycznym, dziwi się też, że na cały pociąg jest do dyspozycji tylko jedna apteczka. Ale takie są przepisy. - Nie wyobrażam sobie co by było, jeśli stało by się coś poważniejszego, przecież w pociągu może jechać nawet kilkaset osób! - dziwi się. Grzegorz Szkaradek przyznaje, że apteczki w pociągach były kiedyś dużo lepiej wyposażone - Trzy lata temu spółka zakupiła kierownikom pociągu duże apteczki wyposażone praktycznie we wszystko, nawet w folię termiczną - twierdzi. - Jednak w międzyczasie spółka InterCity przejęła pracowników z Przewozów Regionalnych, którzy mieli swoje, trochę skromniejsze apteczki i widocznie używają właśnie ich - przypuszcza.

InterCity: wyciągniemy konsekwencje

Agnieszka po feralnej podróży trafiła prosto do szpitala. Lekarze założyli jej na palec dwadzieścia cztery szwy. Palec nigdy już nie będzie wyglądał tak samo. - Nie wiadomo, czy nie będę potrzebowała dodatkowego zabiegu - denerwuje się Agnieszka. - Dlatego jestem oburzona, że w takiej sytuacji nie mogłam liczyć nawet na podstawową pomoc, nie wiem jakby się to skończyło, gdyby nie jechał z nami Grzegorz.

- Ja mogę tylko przeprosić pasażerkę za zachowanie kierownika pociągu - deklaruje Szkaradek. - Nie znam tego przypadku, ale na pewno porozmawiam z drużyna konduktorską i jeśli doszło do nieprawidłowości, wyciągnę konsekwencje służbowe - obiecuje.

Agnieszka też nie zamierza zostawić tej sprawy. - Jak tylko skończę leczenie na pewno napisze skargę na PKP i będę się starała o odszkodowanie - zapowiada. - Uważam, że każdy pasażer powinien czuć się w pociągu bezpieczny i nikomu nie życzę, żeby przeżył to co ja.

DOSTĘP PREMIUM