Jest wielu ludzi, którzy mogą pójść drogą 'obrońców krzyża'. "Musimy uczyć, rozmawiać?

- Grupa spod pałacu jest niewielka i może być już niepodatna na perswazję. Musimy jednak pamiętać, że problem jest dużo szerszy. Musimy zadbać o ogromną grupę ludzi, którzy potencjalnie mogą pójść tą drogą - mówi w rozmowie z TOK FM Halina Bortnowska, teolog i filozof, przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Musimy rozmawiać. Uczyć, że w religii kluczowy jest rozum. A Kościół nie może w takich sytuacjach mówić: Nie jestem stroną...


Zdaniem Haliny Bortnowskiej konflikt o krzyż i spory do niego podobne wynikają w dużej mierze z tego, że brakuje nam społecznego dialogu. - Brakuje rozmawiania. Brakuje go wśród polityków, ale też w całym społeczeństwie. Przeraża mnie to już od początków pierwszej "Solidarności". Już wtedy trudno było znaleźć człowieka, który by chciał i umiał rozmawiać. A w społeczeństwie trzeba rozmawiać, tłumaczyć, wyjaśniać, uczyć - mówi Bortnowska.

- Ale tak jest od przedszkola przez szkołę i studia: "słuchaj", a nie "podyskutujmy" - dodaje Grzegorz Chlasta. - Tak. I później nie ma wprawy w dogadywaniu się - mówi filozof. Jak podkreśla - spór o krzyż sprzed pałacu i wiele podobnych sporów, które miały miejsce w Polsce - są tego skutkiem.

Poczucie zagrożenia, którego nie było

Atmosfera, którą mogliśmy oglądać pod pałacem, rozpoczęła się tuż po żałobie. - Miałam poczucie, że już ta przedłużona żałobna po katastrofie smoleńskiej zaczyna iść w złym kierunku - emocjonalnego rozhuśtania, niejasności - mówi Bortnowska. - Najpierw była to żałoba po kimś. Później zaczęła być żałobą po czymś. Nie wiadomo po czym. Poczucie tragedii nie było tylko poczuciem współczucia dla rodzin, które straciły bliskich. Szerzyło się jakieś poczucie generalnego zagrożenia, którego tak naprawdę nie było. Państwo się nie zachwiało. Mechanizmy, które miały działać, zadziałały - podkreśla.

- Jednak skończyły się pogrzeby i zaczęło się szukanie jakichś dalszych strat, których nikt nie potrafił realnie nazwać. Ale nienazwane mają potencjał rozrastania się w trybie ośmiornicy - coraz dalej, coraz więcej, coraz mniej jasno i w końcu nie wiemy już w czym się poruszamy - dodaje.

"Nie możemy okazywać pogardy"

Co dalej? Jak rozwiązać problem krzyża? - Nie mogę udawać, że wiem, co powinno się zrobić - mówi Bortnowska. - To byłoby głupie i naiwne z mojej strony. Nie mam odpowiedzi, jak konkretnie, technicznie to rozwikłać. Mam jedynie radę ogólną: za każdym razem, jak będziemy planować jakieś posunięcie, musimy przemyśleć, jak to zrobić bez okazania ludziom pogardy. To jest trudne. Sama nie lubię takich emocjonalnych, patetycznych zachowań. Jest to mi obce. Ale jednocześnie wiem, jak bardzo odpowiedź zależy od tego, jak zada się pytanie. Jak bardzo reakcja zależy od tego, jaka jest akcja. Z ludźmi tak rozhuśtanymi trzeba szczególnie uważać. Trzeba pokazać im, że wiemy, iż przezywają coś trudnego. Że takie przeżycia też nie są nam obce. Ale jednocześnie pamiętać, że trzeba rozwiązać problem rozsądnie, dla wspólnego dobra - tłumaczy filozof.

Czy takie podejście - asertywne, otwarte, z szacunkiem - w tej sytuacji jest jeszcze możliwe? - pytał Grzegorz Chlasta. - Nie wiem, czy ta sytuacja nie zaszła już tak daleko. Doszła do punktu, w którym perswazja staje się nieskuteczna. Myślę, że w tej chwili nie jest najważniejsze, by zajmować się tą niewielką grupą ludzi, która wciąż gromadzi się pod pałacem i która nie jest już podatna na perswazję. Mamy bowiem jeszcze całe ogromne zaplecze, z którego ta grupa się rekrutuje. Będą się rekrutować następne. Są też ludzie, którzy nie weszli jeszcze na tę ścieżkę, ale w każdej chwili mogą na nią wejść - podkreśla Bortnowska. I to tymi ludźmi, jako społeczeństwo, powinniśmy się zająć.

- Problem może stawać się coraz bardziej poważny. Obok nieokazywania pogardy trzeba unikać rzeczy i sytuacji, które kończą się tragedią. Czymś nie do wybaczenia. Cieszę się, że uniknięto przepychanek. Mogliśmy mieć łatwo taką sytuację, jak podczas ostatniej Love Parade. Jeżeli ktoś by zginął przy próbie przeniesienia krzyża... Po prostu sobie tego nie wyobrażam... - mówi.

Kościół? Nie może nie być stroną

Jak Kościół odnajduje się w konflikcie o krzyż? - Padło zdanie: "Nie jesteśmy stroną w tej sprawie". Nie można nie być stroną, skoro uczestniczą w tym ludzie ochrzczeni, którzy przyznają się do Kościoła. Kościół odpowiada przed ludźmi, obywatelami. Jeśli nawet nie jest stroną, powinien się poczuć przyjacielem sprawy. Kimś, kto powinien uczestniczyć, starać się, by rozwiązać konflikt z jak najmniejszą szkodą. Nie można mówić: To nie jest nasza sprawa. Nawet ja - zabierając głos tutaj - uważam się za stronę tej sprawy. Pracowałam jako katechetka. Zastanawiam się teraz, czy tam pod pałacem nie było osób, które ja uczyłam. Czy nauczyłam tak źle? - zastanawia się Bortnowska.

- W Polsce poziom wiedzy religijnej jest bardzo niski. Ludzie, którzy występują w imieniu Kościoła często nie mają pojęcia o jego nauce. Ile razy słyszałam występując przeciwko karze śmierci, że Kościół rzymskokatolicki jest za karą śmierci. Niektórzy powiedzą: czy to jest ważne? Niech każdy ma swoją religię. Ale ja się tego boję. Religia jest potężną siłą, żywiołem. Powinniśmy uczyć ludzi, że ulubionym tworem Boga jest rozum. I że ludzie, którzy wyrzekają się rozumu działają wbrew woli Boga. Religia puszczona samopas nie jest bezpieczna dla społeczeństwa. Lepiej, gdy jest ona wyznawana z poszanowaniem rozumu, tradycji, wspólnoty - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM