Hypki o katastrofie: Mamy wszystkie dane żeby poskładać tę układankę

- Jesteśmy bliscy zakończenia prac komisji badającej przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem - uważa ekspert, Tomasz Hypki ze ?Skrzydlatej Polski?. Według niego szczegóły, które się jeszcze pojawią, tylko w niewielkim stopniu mogą zmienić obraz katastrofy.
- Tu nie ma możliwości jakichś specjalnych niespodzianek - powiedział Tomasz Hypki w Polsat News. - Generalnie wiadomo, że do katastrofy doszło bo załoga próbowała lądować w warunkach, w których nie powinna lądować na źle wyposażonym lotnisku. I tu jest koniec. Nie ma co dalej dyskutować - przekonywał. Natomiast - jego zdaniem - długo jeszcze może potrwać śledztwo prokuratury, która szuka winnych katastrofy. - To jest dużo bardziej skomplikowane - uważa ekspert lotniczy "Skrzydlatej Polski". Chodzi m.in. o kruczki prawne, a także o charakter polityczny katastrofy.

Hypki: Mamy wszystkie dane

Zdaniem Hypkiego Rosjanie prowadzący śledztwo są w gorszej sytuacji niż polscy śledczy. Nie mają informacji na temat przygotowania do lotu i okoliczności, w jakich doszło do katastrofy. - My wszystkie dane żeby poskładać tę układankę mamy - twierdzi Hypki. Jednocześnie uważa, że trzeba jeszcze zbadać wpływ telefonów komórkowych na bezpieczeństwo lotu. Zwrócił uwagę, że Tu-154M jest starszym modelem samolotu, różniącym się wyposażeniem od obowiązujących obecnie standardów w tej kwestii. Przypomniał przy tym, że w przeszłości dochodziło do zakłóceń lotu Tupolewów spowodowanych właśnie przez telefony komórkowe.

Macierewicz: Nic nowego nie dostaliśmy

Z dokumentów przekazanych w czwartek przez Rosjan stronie polskiej są m.in.: protokoły z przesłuchań świadków, protokoły oględzin miejsca katastrofy, materiał fotograficzny z miejsca katastrofy, opis przedmiotów osobistych znalezionych na miejscu katastrofy oraz protokoły z ekspertyz genetycznych szczątków ofiar. Nie ma natomiast protokołów z sekcji zwłok.

Zdaniem Antoniego Macierewicza, szefa zespołu badającego przyczyny katastrofy, to, co otrzymuje teraz Polska, to zbiór materiałów, które były przygotowane jeszcze przed 7 lipca. - Nic nowego Polska nie dostała i bardzo się obawiam, że jeśli będzie się w tym trybie działo, to nie otrzyma - zaznaczył.

Macierewicz przypominał, że premier Donald Tusk obiecywał publicznie, że na skutek jego rozmowy z premierem Rosji Władimirem Putinem, na akredytowanego przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) Edmunda Klicha czekać będzie pakiet z bardzo ważnymi informacjami dotyczących katastrofy pod Smoleńskiem.

"Zakpiono z premiera i z Polski"

- Jak państwo wiecie pan pułkownik Klich udał się (...) do siedziby Międzynarodowego Komitetu Lotniczego i żadnych dokumentów nie otrzymał. Okazało się, że pakiet przygotowany przez pana premiera Putina i pana premiera Tuska gdzieś wyparował - ironizował Macierewicz. - Wydaje się, że zakpiono z państwa polskiego i pana premiera Tuska - dodał.

Macierewicz po raz kolejny zwrócił się do premiera o przejęcie przynajmniej części postępowania ws. katastrofy oraz wytknął też szefowi rządu, że ten nie wywiązał się z obietnicy wysłania do Smoleńska grupy archeologów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM