Polska Agencja Żeglugi Powietrznej: zatrudniali całe rodziny

"Rzeczpospolita" pisze o kontroli w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej prowadzonej od kilku tygodni przez Kancelarię Premiera. Jej powodem są podejrzenia nieprawidłowości, o czym mają świadczyć liczne przypadki zatrudniania członków rodzin osób zajmujących kierownicze stanowiska.
Z ustaleń "Rzeczpospolitej" wynika, że w tej państwowej agencji odpowiedzialnej za nadzór i kierowanie ruchem lotniczym na terytorium Polski zatrudnione są całe rodziny. Pracują tam żona i siostra prezesa agencji Krzysztofa Banaszka.

Zatrudnione są też dwie córki i dwóch zięciów dyrektora Biura Zarządzania Przestrzenią Powietrzną i Przygotowania Operacyjnego, syn i żona dyrektora Biura Szkoleń i Rozwoju Personelu, mąż i córka kierowniczki Działu Organizacji i Zarządzania oraz syn głównego księgowego. Pracę w PAŻP znalazła nawet żona doradcy wiceministra infrastruktury Tadeusza Jarmuziewicza, który nadzoruje między innymi PAŻP.

Praca w Agencji to łakomy kąsek. Średnia pensja wynosi tam 16 tysięcy złotych. Do tego pracownicy mogą otrzymać dodatki z tytułu zasiadania w którymś z kilkudziesięciu zespołów roboczych. Oprócz zwykłych świadczeń emerytalnych zatrudnieni uczestniczą też w pracowniczym programie emerytalnym.

Czy nie ma nic niestosownego w zatrudnianiu rodziny kierowników i dyrektorów? - pyta "Rzeczpospolita". "W PAŻP nie panuje nepotyzm. Sprawnie działają wewnętrzne procedury naboru zawierające czynnik konkurencji pomiędzy kandydatami do zatrudnienia - odpisał gazecie prezes agencji, Krzysztof Banaszek - Między mną a żoną i siostrą nie ma zależności służbowej czy bezpośredniej podległości służbowej. Moja żona została zatrudniona zgodnie z procedurami naboru PPL, której PAŻP była częścią do 2007 roku" - czytamy w piśmie. Banaszak dodaje, że jego siostra nie została zatrudniona w agencji za jego prezesury. "Czy według pana powinienem również wyrzucić z pracy zatrudnioną tu od wielu lat żonę?" - pyta prezes PAŻP.

Więcej w "Rzeczpospolitej".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM