43 uczniów w grupie. Była nauczycielka etyki o pracy w warszawskiej szkole

Tylko w niespełna 2,5 proc. polskich szkół odbywają się lekcje etyki. A jak pokazują doświadczenia Agnieszki Nowackiej, która przez pół roku uczyła etyki w jednej z warszawskich szkół, zainteresowanie uczniów tym przedmiotem jest bardzo duże. Na jej zajęcia przychodzili uczniowie 16 klas. Najliczniejsza grupa liczyła... 43 osoby.
Agnieszce Nowackiej, absolwentce Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, zapału do pracy w szkole starczyło tylko na jedno półrocze. Choć w podjęciu pracy w jednej z warszawskich szkół średnich nie było przypadku. - Poszłam z zapałem do szkoły, chcąc zachęcić uczniów do nauki etyki i bardzo bliskiej jej filozofii - wspominała w programie "Nisza". Ale konfrontacja ze szkolną rzeczywistością okazała się ciężka. - Miałam bardzo liczne grupy - łączone z uczniów kilku klas. To byli uczniowie siedmiu klas II i ośmiu 8 klas III. Najliczniejsza grupa to były 43 osoby. W klasie nie było na czym siedzieć - mówi Nowacka. A na realizację programu przeznaczony tylko dziewięć godzin. - Nie chciałabym dalej tam pracować - stwierdziła.

O uczniach, których spotkała i o ich zainteresowaniu etyka ma dużo dobrego do powiedzenia. - Oni bardzo lubią dyskutować. Zwracali mi uwagę, że na lekcjach etyki mogą wyrazić własne zdanie, a nie powoływać się na cytaty, podręczniki. Najchętniej rozmawiali na tematy z życia wzięte - aborcja, legalizacja narkotyków, kara śmierci - powiedział gość programu "Nisza".

Po wyroku trybunału w Starsburgu: to zimny prysznic dla polskich władz

Co ciekawe na zajęcia z etyki przychodzili nie tylko uczniowie niewierzący. - Z tego, co się zorientowałam niechętnie chodzą na religię, bo tam jest im odgórnie narzucane jedno właściwe stanowisko. A młodzież jest dziś dojrzała i świadoma - sama chce wyrobić sobie zdanie. Wydawało im się, że na etyce będą mogli coś takiego znaleźć, chciałam im pokazać możliwie dużą różnorodność postaw, poglądów. Wiem z rozmów z uczniami, że wielu to osoby wierzące - mówiła Agnieszka Nowacka.

Etyka - przedmiot gorzej traktowany

Już z samego sposobu zorganizowania w szkole zajęć z etyki widać, że to przedmiot gorzej traktowany niż religia. - Ksiądz czy katecheta pracują tylko z jedną klasą - podkreślała była nauczycielka etyki, która w sumie uczyła uczniów 16 klas. Nowacka mówiła też o nieufności jaka towarzyszy etyce w szkole. - Jest naturalna opozycja między etyka i religia, bo one odbywają się w jednym czasie. Dlatego uczeń nie ma możliwości chodzenia na jeden i drugi przedmiot na przykład jako wolny słuchacz. Uczniowie mówili wprost, że słyszą: chodzisz na etykę, więc na pewno jesteś niewierzący - opowiadała.

SLD walczy o etykę w szkołach. Przeczytaj

Była nauczycielka mówiła też o nieufności z jaką traktowano jej pojawienie się w pokoju nauczycielskim. - W pokoju nauczycielskim przez pierwsze dni obserwowałam katechetów i księdza - bali się mnie. Nie wiem czemu. Uważam, że te religia io etyka zupełnie nie rywalizują ze sobą. Mogłyby koegzystować.

Jak dodała Agnieszka Nowacka, spotkała się też z pobłażliwym traktowaniem uczonego przez nią przedmiotu ze strony innych nauczycieli. Szczególnie pod koniec roku szkolnego pojawiały się prośby o zwalnianie uczniów, "bo muszą napisać poprawę z języka polskiego".

Warto dodać, że gość programu "Nisza" za pracę otrzymywała około 650 zł (netto).

Ale jak zapewniała Nowacka, gdyby zmieniły się warunki pracy i była szansa na choćby cały etat - wróciłaby do szkoły. - Praca w szkole jest bardzo stymulująca, uczniowie zaskakują. Nigdy nie jest tak samo - powiedziała.

DOSTĘP PREMIUM