Ile czasu ma człowiek zanim toksyna go zdemoluje? Rozmowa z chirurgiem transplantologiem

Czy ostatnio więcej osób zatruwa się grzybami? Ile czasu ma wtedy człowiek? Czy za każdym razem takie zatrucie musi się skończyć przeszczepieniem wątroby? O przeszczepach opowiada chirurg transplantolog prof. Krzysztof Zieniewicz z Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Czy to prawda, że w tym roku jest więcej zatruć grzybami, niż zwykle?

Rzeczywiście, sporo więcej. Zwykle koniec wakacji i początek października, kiedy grzyby pojawiają się w lasach, ta liczba zatruć znacznie się zwiększa, ale w tym roku - albo medialnie jest to bardziej nagłaśniane, albo rzeczywiście tych przypadków jest znacznie więcej.

Czy za każdym razem takie zatrucie musi się skończyć przeszczepieniem wątroby?

Oczywiście nie. Mam nadzieję, że to zdecydowana mniejszość, wręcz margines. Większość zatruć grzybami, jeśli nie jest to muchomor sromotnikowy, o jak się wydaje - charakterystycznym wyglądzie - kończy się łagodnie, zaburzeniami czynności przewodu pokarmowego. Natomiast po sromotniku... niestety tak. Odpowiednio duża dawka tego grzyba i jest istotny problem. Niestety nie wszyscy chorzy doczekują do momentu i możliwości transplantacji i to jest dopiero dramat.

Ile ma czasu człowiek, zanim toksyna nie zdemoluje mu narządów wewnętrznych?

On w ogóle nie ma czasu. Ta toksyna już mu zdemolowała wątrobę, a krótko potem inne narządy. Próbujemy mu pomóc stosując tzw. sztuczna wątrobę, urządzenia wysoce technologicznie zaawansowane, które miałyby pomagać odtruć organizm, ale niestety ma to bardzo ograniczony zasięg.

Niedawno głośna była sprawa Tomka która w CZD leży po zatruciu grzybami i po transplantacji. Proszę powiedzieć, czym rożni się transplantacja wątroby u dziecka od transplantacji u dorosłego człowieka?

Specyfika transplantacji u dzieci wynika przede wszystkim z rozmiaru narządu. Oczywiście im mniejsze dziecko tym mniejszy narząd. Dramatem kolegów chirurgów, transplantologów pediatrycznych jest to, że mają bardzo małą liczbę dawców. Nie ma dawców dziecięcych. Jeżeli w ogóle są... to są pojedynczy dawcy w ciągu roku. Dlatego musieli rozpocząć program przeszczepiania fragmentów wątroby pobranej od żywych dawców - rodziców lub rodzeństwa. I to jest w tej chwili metoda pozwalająca na pokrycie zapotrzebowania transplantacji wątroby od dzieci.

Jeśli dziecko dostaje wątrobę od dawcy pediatrycznego, czyli od zmarłego dziecka, to jest to wówczas cała, ale malutka wątroba.

Czasami wykorzystuje się wątrobę pobraną od dorosłych dawców, ale te wątroby albo są bardzo małe, albo muszą być zredukowane, tak by się zmieściły do brzuszka małego dziecka.

Narząd pobiera się od dawcy przy bijącym sercu.

To prawda, przy bijącym sercu, ale przy nieżyjącym mózgu. Śmierć osobnicza, czy to z etycznego, czy medycznego punktu widzenia jest jednak śmiercią człowieka. Jest to człowiek, który nie żyje i potwierdza to kilka komisji. Oczywiście zawsze są te emocje, ale nigdy nie boimy się, że szkodzimy człowiekowi, że jest to przekroczenie jakichś barier etycznych czy moralnych. Bardzo pomocne w takich sytuacjach jest myślenie, że ten oto narząd będzie służył innemu człowiekowi, w ten sposób ratujemy mu życie. Jest to jakiś koszt, tak jak w życiu, coś za coś.

Który z organów jest najtrudniejszy do przeszczepiania?

Trudne pytanie. Ja myślę, że w sensie technicznym, ze względu na czasochłonność i pracochłonność jednak wątroba, chociaż przeszczepianie jelit czy płuc również wymaga bardzo długiego czasu pracy.

Który z momentów transplantacji jest najtrudniejszy?

Jest to niewątpliwe moment reperfuzji, czyli moment w którym puszczamy krew przez wątrobę. Do tej pory naczynia są zamknięte specjalnymi zaciskami. Przy reperfuzji krew własna pacjenta dociera do nowej przeszczepionej już wątroby, przepłukuje ją i dostaje się z powrotem do dużych struktur naczyniowych w okolicy serca. Pewne objętości elektrolitów, takich jak jony potasu mogą w niekorzystnej sytuacji doprowadzić do dramatycznego rozwoju wydarzeń, z zatrzymaniem krążenia, popularnie zwanego śmiercią kliniczną, włącznie. Poza tym fakt przepływu ciepłej krwi przez chłodną wątrobę, spadek temperatury, nawet o kilka dziesiątych stopnia ma dla kruchej równowagi fizjologicznej bardzo istotne znaczenie.

Taka sytuacja wymaga bardzo szybkich działań, które nazywamy resuscytacja czyli robimy masaż serca, tutaj prawie bezpośrednio czyli przez przeponę

Często to się zdarza?

Na szczęście są to bardzo rzadkie sytuacje. Oczywiście im bardziej krytyczny stan chorego przed operacją, tym prawdopodobieństwo takiej sytuacji jest większe. Ale zdarza się to bardzo rzadko, są to małe liczby procentów.

A o czym chirurdzy rozmawiają w czasie operacji?

(śmiech) Tematyka na pewno jest zmienna. Zależy to od wielu czynników. Na początku rozmawiają o pacjencie. W momencie, kiedy najbardziej trudne momenty mamy za sobą, rozmawiamy o bardziej neutralnych, obojętnych, chociażby o planach tego, co będziemy robić po zakończeniu z sukcesem takiej operacji?

Nerwowe momenty?

Tak jak w życiu, tylko tam częściej.

Zdarza się, że lecą nieparlamentarne wyrazy?

Oczywiście, chirurdzy to mężczyźni z krwi i kości, obdarzeni nierzadko potężnym temperamentem, w związku z tym wyrywają się czasem sformułowania dorożkarskie.

Czy taka przeszczepiona wątroba ma jakąś "datę ważności"?

Daty ważności nie ma. Oczywiście wszystko zależy od przyczyny transplantacji. Jeśli przyczyną jest wirusowa choroba wątroby np. zapalenie wątroby, wirus typu C, to dochodzi zazwyczaj do nawrotu choroby i ta nowa przeszczepiona wątroba jest obiektem ataku wirusa i również jest przez ten wirus niszczona. Także tutaj ten okres zazwyczaj jest dużo krótszy niż po przeszczepie z powodu innych wskazań.

Natomiast mamy takich biorców, którzy żyją już lat kilkanaście i czują się świetnie, a statystyki światowe notują 20, 30-letnie przeżycia.

Tutaj w szpitalu na Banacha tych przeszczepień jest najwięcej.

Rzeczywiście w skali Polski tak, ale ciągle jest ich za mało, jeśli chodzi o zapotrzebowanie i o nasze możliwości jakie mamy w sensie logistycznym.

Czyli jeszcze świadomość u ludzi w zakresie pobierania narządów nie jest zbyt duża lub jest naznaczona stereotypami czy uprzedzeniami?

Rzeczywiście stereotypy i uprzedzenia przeszkadzają, ale problem nie leży tylko i wyłącznie po stronie społeczeństwa. Jest też po stronie lekarzy. Nie wszyscy z nas myślą o tym, że potencjalny pacjent, u którego dochodzi do śmierci mózgowej może być w perspektywie dawcą, czyli w jeszcze dalszej perspektywie uratować jedno lub kilka żyć, jeżeli będzie można wykorzystać więcej niż jeden z jego narządów do transplantacji.

Podczas realizacji reportaży pytałam chirurgów transplantologów i innych uczestników operacji o ich emocje, zwłaszcza towarzyszące trudnym, krytycznym momentom podczas zabiegów. Wszyscy mówili o konieczności zachowania dystansu.

To jest dystans jeśli chodzi o emocje, a nie stricte fizyczny. Rzeczywiście czasami racjonalne, trudno powiedzieć chłodne, podejście do pacjentów i ich rodzin pomaga w okresie operacyjnym i pooperacyjnym. To nie znaczy, że wielu z nas nie przeżywa tego w sposób emocjonalny i nie okazuje ciepła, sympatii czy empatii rodzinom, a przede wszystkim samym pacjentom.

Jak pan myśli o swojej pracy?

Po pierwsze pogodnie. Po drugie optymistycznie. Po trzecie, gdybym miał wybierać jeszcze raz pracę - i mówię to najszczerzej - to nie chciałbym robić już niczego innego ponad to, co robię. Ktoś może powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowany i myślę, że trudno się z tym nie zgodzić. To dobra robota.

DOSTĘP PREMIUM