Zeznania kontrolerów ze Smoleńska. "Lotnisko było wojskowe", "Zaniżałem widoczność"

Kontroler z lotniska Siewiernyj, pracujący na wieży w dniu, gdy doszło do katastrofy prezydenckiego Tu-154M zeznał, że lotnisko pod Smoleńskiem należy do rosyjskiego Ministerstwa Obrony, a ruchem lotniczym zawiadują sami wojskowi. Z kolei MAK twierdzi, że obowiązywały procedury cywilne. Plusnin powiedział też, że zaniżył widoczność i że obawiał się bariery językowej.
Na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem stosowano procedury lotnictwa cywilnego - twierdzi MAK, dlatego nie chce przekazać Polsce części dokumentów - poinformował na początku tygodnia polski akredytowany przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym, Edmund Klich. Z kolei treść nieznanych dotąd zeznań, do których dotarł portal tvn24.pl wskazuje, że lotnisko należy do rosyjskiego Ministerstwa Obrony i, że stosowano tam procedury wojskowe.

Lotnisko wojskowe - zgodnie - Plusnin i Murawiow

Lotnisko pod Smoleńskiem jest w dyspozycji Jednostki Wojskowej nr 06755. Kontrolerów przywożono z wojskowego lotniska w Twerze.

"Lotnisko Siewiernyj wchodzi w skład państwowego lotnictwa i należy do Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej" - zeznał Plusnin. Również zeznania jego przełożonego - Anatolija Murawiowa wskazują na obowiązujące tam procedury wojskowe:

"Na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku bezpośrednie kierownictwo nad lotami sprawuje kierownik lotów. W dniu 10 kwietnia 2010 r. lotami kierował podpułkownik Plusnin () Zezwolenie załodze samolotu na lądowanie wydaje bezpośrednio kierownik lotów, przy czym, obowiązkowym warunkiem wydania zezwolenia na lądowanie jest wizualny kontakt z samolotem, to znaczy, kierownik lotów musi wizualnie obserwować samolot".

Komenda "Horyzont" w odległości 1,7, czy 1,2 km od pasa? - zeznania Plusnina i Ryżenki

Plusnin: "Po otrzymaniu z pokładu odpowiedzi o tym, że wysokość 1500 metrów została osiągnięta, wydałem komendę - zająć 500 metrów według ciśnienia lotniska. Następnie zapytałem go: -Czy lądowałeś już na wojskowym lotnisku? On odpowiedział: - Oczywiście. Powiedziałem jemu, że ustawione są dzienne reflektory, to znaczy - na spotkanie kursu startowego. Następnie pokład powiadomił mnie o zajęciu wysokości 500 metrów. Powiedziałem, że trzeba koniecznie kontrolować wysokość".

Ryżenko - obsługujący radar: "W odległości 6 kilometrów samolotu Tu 154 od pasa startów i lądowań ja powtórzyłem tę samą komendę, to znaczy Tu-154 podchodził do lądowania bez odchyleń od kursu i ścieżki zejścia. Dalej, zaczynając od 5-go kilometra do pasa startów i lądowań, co kilometr wydawałem komendę załodze Tu-154: "na kursie, na ścieżce zejścia". Załoga potwierdzenia odbioru nie dawała. W odległości 2 kilometrów wskaźnik na czujniku lokatora lądowania mrugnął i ślad od tego mrugnięcia znajdował się na linii zejścia" - mówił podczas przesłuchania i dodał: "W odległości około 1,5 - 1,7 km od pasa startów i lądowań wydałem załodze Tu 154 komendę: "Horyzont!", ale przy tym na monitorze czujnika nie widziałem już Tu 154(...)".

Z kolei Plusnin, jak pisze portal TVN24.pl, podczas przesłuchania stwierdził: "Na odległości około 1200 - 1500 metrów kierownik strefy lądowania wydał komendę: - "Horyzont" w związku z tym, że samolot Tu 154 obniżył się poniżej ścieżki zejścia. Odpowiedzią była cisza. Wtedy ja, kilka razy wydałem komendę: "Horyzont". Odpowiedzią była cisza. Wtedy ja kilka razy wydałem komendę "Oddalić się na drugi okrąg". Odpowiedzi nie było. Po kilku sekundach usłyszałem lekki wybuch. Chcę także uściślić, iż łączność z samolotem miałem cały czas, ale samolot nie reagował na moje komendy. Po tym lekkim wybuchu ja kilka razy wywoływałem jego sygnał wywoławczy - "101". Odpowiedzią była cisza (...)".

Jak powiedział podczas przesłuchania Plusnin, lotnisko Siewiernyj wyposażone jest w radiolokacyjny system lądowania RSP-6/M2. W kursie lądowania prezydenckiego tupolewa - 259, znajduje się oprzyrządowanie techniki świetlnej SS-1.

Plusnin: "Zaniżyłem widoczność"

Kierownik lotów na Siewiernym stwierdził podczas przesłuchania 10 kwietnia, że chciał zmusić załogę Tu - 154M do lądowania na innym lotnisku - pisze portal TVN24.pl, dlatego podawał nieprawdziwe informacje.

" (...) Po nawiązaniu po raz pierwszy łączności z samolotem Tu-154, zaniżyłem widoczność do 400 metrów, ponieważ myślałem, że załoga podejmie samodzielnie decyzję o przekierunkowaniu się na zapasowe lotnisko, i że taka widoczność obudzi czujność samolotu, chociaż w rzeczy samej widoczność ta mieściła się w granicach 800 metrów" - zeznał Plusnin. Dwa dni później zeznania podtrzymał, dodając, że "w chwili przesłuchania () dnia 10.04.2010 r. byłem w stanie stresu, podniecenia i zdenerwowania. W chwili obecnej znajduję się w normalnym stanie i mogę brać udział w przesłuchaniu".

Z kolei warunki pogodowe według Murawiowa przedstawiały się następująco: "O godzinie 10:28 (czas moskiewski) tego dnia pogoda na lotnisku Siewiernyj przedstawiała się następująco: 10 stopni warstwowego zachmurzenia nieba na wysokość 60 metrów, widoczność 600 metrów" - zeznał przełożony Plusnina dzień po katastrofie.

Kontaktował się z "Logiką" ze względu na barierę językową

Z zeznań Plusnina wynika, że zanim zorientował się, że załoga prezydenckiego tupolewa "wystarczająco włada językiem rosyjskim i, że stopień ten jest wystarczający do poprawnego rozumienia komend (...)", zwrócił się do "operacyjnego dyżurnego sztabu Kierowania Lotnictwem Wojskowo-Transportowym Sił Powietrznych Federacji Rosyjskiej w Moskwie, mającego hasło wywoławcze "Logika", aby rozważono możliwość skierowania samolotu Tu 154 na inne lotnisko tak, aby nie wszedł on w strefę obsługiwaną przez lotnisko Siewiernyj i aby w ten sposób (uniknął) ewentualnych problemów związanych z barierą językową". Znajomość angielskiego jest jednym z wymogów w międzynarodowej komunikacji lotniczej - podkreśla portal TVN24.pl.

Wojskowe czy cywilne? - to ma znaczenie

Po przekazaniu Polsce przez Rosję ostatniej partii dokumentów w sprawie tragedii smoleńskiej, Edmund Klich stwierdził, że: "Rosjanie nie przekazali nam ważnych dokumentów, na przykład dotyczących pracy lotniska w Smoleńsku i stosowanych tam procedur". Dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy ma to znaczenie, bowiem według rosyjskich procedur odpowiedzialność za zgodę na lądowanie na lotnisku wojskowym spada na obsługę lotniska, a na cywilnym decyzja należy do pilotów.

Kto decydował w Smoleńsku?: Czytaj na Wyborcza.pl

Psoty i wybryki posła Palikota [ZDJĘCIA] Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: Kliknij, by obejrzeć galerię

DOSTĘP PREMIUM