Sprawa Komisji Majątkowej: Prokuratura nie widzi związku z innymi działaniami Marka P.

Warszawska prokuratura nie widzi związku między postępowaniem w sprawie przejęcia gruntów na Białołęce przez elżbietanki z Poznania, a podobną sprawą ze Śląska. Choć obie łączy jako pełnomocnik zakonów aresztowany kilka dni temu Marek P. i współpracujący z nim prawnicy.
- Zapewniałem obsługę kancelaryjną w sprawie elżbietanek, bo pomagałem tutaj. Jestem też pełnomocnikiem zgromadzenia sióstr albertynek - przyznaje w rozmowie z reporterem TOK FM mecenas Krzysztof Mazur, wieloletni współpracownik Marka P.

Razem wywalczyli przed Komisją Majątkową odzyskanie mienia przez krakowskich cystersów i albertynki, Bazylikę Mariacką czy wreszcie elżbietanki i wspomnianą Białołękę. - Z racji tego, że Marek P. posiada w budynku, w którym mieści się moja kancelaria mieszkanie, korzystał z adresu biura jako "adresu do doręczeń". Poza tym występował jako pełnomocnik w różnych sprawach, a ja wspomagałem w zakresie obsługi kancelaryjnej podmioty kościelne - wylicza Mazur.

- Marek P. zajmował się sprawami związanymi z pozyskiwaniem nieruchomości i ich alienacją, miał kontakty z nabywcami, organizował akty notarialne i zajmował się sprzedażą. Ja obsługiwałem prawnie zakony. Na bieżąco też zajmował się sprawami Komisji Majątkowej. Był też moim klientem w swoich prywatnych sprawach - odsłania kulisy współpracy z Markiem P. mecenas Krzysztof Mazur. - Moja rola była ograniczona w tym okresie kiedy następowały sprzedaże - tłumaczy prawnik.

Podobne sprawy? Prokuratura: "Nie ma związku"

Mimo to prokuratura prowadząca sprawę przejęcia gruntów na Białołęce nie widzi miedzy związku z innymi podobnymi przypadkami. - Nie ma na razie związków o charakterze procesowym między tymi sprawami - mówi w rozmowie z TOK FM prokurator Monika Lewandowska. - Ogłosiliśmy zarzuty poświadczenia nieprawdy siedmiu osobom - przypomina. - Zarzuty przedstawiliśmy członkom składu orzekającego Komisji Majątkowej i rzeczoznawcom - dodaje prokurator. W tej sprawie śledczy czekają na razie na ponowną wycenę gruntów zleconą biegłym rzeczoznawcom.

I choć zarzuty, o których mówi prokurator Monika Lewandowska śledczy postawili jeszcze w czerwcu, do dziś, jak przyznaje, nie widzą bezpośredniego związku między tymi sprawami. Co innego twierdzi jednak adwokat Marka P. - Tu jest na przykład moja rola: ja reprezentuje elżbietanki w sporze z nabywcą, który kupił grunty na tej nieszczęsnej Białołęce i do dzisiaj siostrom nie zapłacił - wskazuje prawnik.

Białołęka straciła 47 ha atrakcyjnej ziemi pod budownictwo mieszkaniowe, którą poznańskie elżbietanki dostały jako rekompensatę za ziemie utracone w PRL. Rzeczoznawca zakonu wycenił odzyskany grunt na prawie 31 mln zł. Według władz Białołęki grunt wart jest nawet 240 mln zł. Działki tuż po odzyskaniu kupił biznesmen z Pomorza - Stanisław Marzec. Miał zapłacić za nie 37 mln złotych.

DOSTĘP PREMIUM