W wypadku w Nowym Mieście zginęło po kilka osób z jednej rodziny

Drzewica i pobliskie wioski są w szoku. Niemal każdy stracił w wypadku kogoś bliskiego. Burmistrz organizuje pomoc dla rodzin ofiar. A radomska prokuratura chce przesłuchać świadka tragicznego wypadku w Nowym Mieście, w którym zginęło 18 osób. Jedna z hipotez dotyczących przyczyn wypadku mówi, że kierowca busa próbował wyprzedzać we mgle. Dlatego doszło do zderzenia czołowego z nadjeżdżającą ciężarówką.
Zobacz: 18 osób zginęło w zderzeniu busa z ciężarówką

Osiemnaście ofiar wypadku pochodziło z Drzewicy i pobliskich wiosek, w powiecie opoczyńskim. - Z Mariolą pracowałem przez wiele lat. Gdy dowiedziałem się, że zginęła razem z 19-letnim synem, nogi się pode mną ugięły -mówił reporterom "Gazety Wyborczej" Stanisław Jeżak , mieszkaniec Drzewicy - Z tego co wiem, pracowała w wytwórni ciasta. Może miała wolne i chciała dorobić? Jej córka wychodzi za mąż. Szykowali wesela. Straszna tragedia. Sam jeździłem na owoce. Teraz mam rentę.

Inny mieszkaniec Drzewicy mówi, że Mirek, kierowca busa, bardzo się cieszył, gdy w zeszłym roku kupił auto. W środku przyczepił ławki, jedną przymocował do drzwi, inna przechodziła przez środek części transportowej. Zależało mu, by móc przewieźć busem jak najwięcej osób. Wioska, w której mieszkał - Żardki - ma ok. 600 mieszkańców. Większość z nich - podobnie, jak i on - to bezrobotni, którzy utrzymywali się z prac sezonowych. Gdy Mirek kupił auto, łatwiej było im wszystkich dojeżdżać do pracy, a on sam trochę dorobił i na transporcie. Dziś zginął i Mirek i jego dwóch braci, a także prawdopodobnie kilkunastoletnia córka najstarszego z nich.

W małych Żerdkach niemal każdy stracił w wypadku kogoś bliskiego.

Psychologowie, z którymi rozmawiali reporterzy "Gazety Wyborczej", mówią, że rodziny osób, które zginęły są w szoku. Przerażone, bezradne, nie rozumieją, co się stało. Do jednej z kobiet w ogóle nie dociera informacja, że jej mąż zginął dziś w wypadku. Czeka, aż o godz. 19, jak co dzień, wróci z pracy.

Od rana wysyłaliśmy do rodzin psychologów i lekarzy

Jak donoszą z Drzewicy reporterzy TOK FM i "Gazety Wyborczej", władze tej gminy zorganizowały późnym popołudniem spotkanie z rodzinami ofiar wypadku. Był na nim również Jerzy Miller, szef MSWiA, wojewoda łódzki, a także lekarze, psychologowie, strażacy. Gmina pomogła dotrzeć rodzinom na spotkanie w Urzędzie Gminy organizując im transport. Burmistrz Drzewicy Janusz Reszlewski obiecał, że każdej rodzinie, która straciła kogoś bliskiego, zostanie przydzielony jeden urzędnik, który ma pomóc w załatwieniu formalności. Zapewnił też, że gmina jest gotowa do udzielenia pomocy finansowej w każdym przypadku, w którym zajdzie taka potrzeba. Burmistrz zaproponował rodzinom wspólny wyjazd autokarem do Warszawy, by mogły dokonać identyfikacji ciał bliskich. - Tylko cztery osoby miały przy sobie dokument. Od rana do rodzin zmarłych wysyłano psychologów i lekarzy. W jednej rodzinie zginęło trzech braci. W innej matka z synem. Jedna z ofiar osierociła nienarodzone dziecko. Wielokrotnie konieczna była pomoc lekarska - mówił "Gazecie Wyborczej " Reszelwski. - Psychologowie sugerują, że rodzinom będzie łatwiej, gdy pojadą razem - dodaje.

Szukają świadków. Jeden już jest

Prokuratura Okręgowa w Radomiu, która prowadzi śledztwo, ciągle poszukuje świadków tego tragicznego wypadku, by ustalić jego przyczyny i przebieg.



Według jednej z hipotez, bezpośrednią przyczyną tej katastrofy drogowej było uszkodzenie techniczne busa przed wypadkiem, w wyniku którego kierowca volkswagena zjechał na przeciwległy pas ruchu.

Druga z wersji zakłada, że transporter wiozący ludzi do pracy wyprzedzał inny samochód i w gęstej mgle nie mógł z większej odległości zobaczyć białej ciężarówki jadącej z naprzeciwka. Kierowca wyprzedzanego samochodu mógł usłyszeć jedynie huk i zobaczyć we wstecznym lusterku stojącą ciężarówkę albo z innych powodów nie zatrzymał się po zderzeniu samochodów.

Grójecki prokurator powiedział na miejscu wydarzenia reporterowi TOK FM, że znana jest tożsamość kierowcy, którego próbował wyprzedzić volkswagen. I że mężczyzna ten zostanie wkrótce przesłuchany. Jednak Prokuratura Okręgowa w Radomiu uściśliła tę informację. Policja ustaliła tożsamość kierowcy jednego z samochodów, którego bus wyprzedzał podczas transportu pracowników. Nie ma jednak pewności, czy to podczas próby wyprzedzenia tego właśnie auta doszło do wypadku, czy też bus wyprzedzał wcześniej inny samochód.

Czy to mężczyzna, którego tożsamość została ustalona jest bezpośrednim świadkiem wypadku? Jeśli tak, to dlaczego nie zatrzymał się, by pomóc ofiarom wypadku? - tego będę chcieli jeszcze dzisiaj dowiedzieć się prokuratorzy.

Pierwsze informacje o świadku wypadku pojawiły się w relacji kierowcy ciężarówki, która czołowo zderzyła się z busem. We wstępnej rozmowie z policjantami kierowca mówił, że bus, którym podróżowały ofiary wypadku, wyprzedzał inny samochód. Kierowca ciężarówki odniósł niewielkie obrażenia, ale jest nadal w szoku i dziś nie będzie przesłuchany. Ma to nastąpić jutro, jeśli lekarze wyrażą zgodę.

Wyjechali rano do pracy

Do zdarzenia doszło na drodze wojewódzkiej nr 707, głównym połączeniu drogowym między Skierniewicami a Nowym Miastem nad Pilicą. Po godz. 6 zderzyły się tam volkswagen transporter i ciężarowe volvo. 16 osób zginęło na miejscu, dwie kolejne zostały przewiezione do szpitala, gdzie również zmarły. Ofiary to kierowca i pasażerowie transportera. Kierowca volvo-chłodni, który wezwał pomoc, został jedynie lekko ranny - jest już w szpitalu. Policja ustaliła, że był trzeźwy.



Transporterem jechało 18 osób, 14 mężczyzn i 4 kobiety. Byli robotnikami sezonowymi, którzy wyruszyli rano na zbiór jabłek. Byli mieszkańcami gminy Drzewica koło Opoczna.

Na skrzynkach, nie przypięci pasami

Wiadomo już, że samochód, którym podróżowali, nie był przystosowany do przewozu tak dużej liczby osób. Wojewoda mazowiecki powiedział, że w samochodzie było tylko sześć miejsc siedzących.



Pasażerowie w momencie zdarzenia nie byli przypięci pasami. - To były osoby, które siedziały na skrzynkach, na deskach. Osoby, które w momencie hamowania, zderzenia przemieszczały się w niekontrolowany sposób. Dlatego skutki tego wypadku są tak tragiczne - wyjaśniał rzecznik policji komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski.

- To jedna z największych katastrof drogowych w Polsce - oceniał nad ranem rzecznik prasowy mazowieckiego komendanta wojewódzkiego policji w Radomiu podinspektor Tadeusz Kaczmarek. Jego zdaniem duże znaczenie mogła mieć mgła i prędkość. - Samochody, które poruszałyby się z prędkością 10 km na godzinę miałyby co najwyżej stłuczkę. Taka liczba ofiar świadczy jednak, że prędkość musiała być duża - dodaje.



Zobacz: Pasażerowie siedzieli na skrzyniach, bez pasów

DOSTĘP PREMIUM