Kraków: Studenci szantażują wykładowców ankietami. "Mówimy prawdę"

- Próbują nas szantażować albo po prostu kłamią - mówią wykładowcy UJ o ankietach semestralnych, w których studenci wystawiają im oceny. Ale ankiet nie mogą zignorować, bo od studenckich ocen zależy ich kariera na uniwersytecie.
Dr Urszula Trojanowska od niedawna wykłada w Instytucie Filologii Wschodniosłowiańskiej. Dla niej ankiety to tylko dodatkowy stres. - Wypełniają je osoby, którym, zajęcia bardzo się podobają i lubią wykładowcę albo ci, którzy mają z nim na pieńku i wylewają swoje żale - opowiada.

A mogą to robić, bo ankiety są anonimowe. Ale to nie wszystko. - Bardzo często ankiety stają się narzędziem szantażu - dodaje dr Trojanowska. - Nie dostanę zaliczenia, nie da mi pani dodatkowego terminu, to ja panią odpowiednio ocenię - żali się.

Oprócz tego, że ankiety są anonimowe, studenci wypełniają je na ochotnika. Przez to wykładowcy narzekają, że trudno je uznać za wiarygodne, bo często w kilkudziesięcioosobowej grupie formularz wypełnia zaledwie kilka osób. Studenckich opinii zignorować jednak nie mogą, bo zbyt dużo negatywnych komentarzy oznacza poważną rozmowę z władzami uczelni. A te decydują o ich dalszej karierze naukowej.

- Jeśli po takiej rozmowie wykładowca nadal nie będzie spełniał standardów Uniwersytetu Jagiellońskiego jeśli chodzi o nauczanie, to musi pożegnać się z firmą - wyjaśnia Katarzyna Pilitowska, rzeczniczka UJ. Zdaniem uczelni ankiety dają pełny obraz prowadzonych zajęć. - Nawet jeśli na piętnaście osób ankietę wypełnią cztery, ich opinia jest dla nas równie ważna - zapewnia Pilitowska.

Ale czasem ta opinia ma niewiele wspólnego z merytoryczną oceną wykładów. - W swojej ankiecie przeczytałam kiedyś, że ubieram się niestosownie - opowiada dr Trojanowska - Ale wiem, że zdarzają się gorsze komentarze, a często nawet niewybredne epitety, jak na przykład "oszołom" czy "wredna baba" - kwituje.

Studenci ucinają te zarzuty. - Zawsze piszę prawdę o zajęciach - zapewnia Paweł z Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej. - Na tej podstawie będą oceniani najlepsi i najgorsi pracownicy, nie mam powodu, żeby kłamać. Problem jest tylko z zachowaniem anonimowości. - Szczególnie wtedy kiedy na jakieś ćwiczenia chodzi dziesięć osób, wtedy od razu wiadomo, kto co napisał - dodaje Ania z psychologii.

Ankiety ewaluacyjne, to na wyższych uczelniach standard. Tylko na Uniwersytecie Jagiellońskim w trakcie ostatnich pięciu lat przez opinie studentów kilku pracowników naukowych straciło pracę.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM