Uczniowie z "Chopina" nie chcą wracać do domu. "To byłaby dla nich kara"

36 gimnazjalistów z "Fryderyka Chopina" nie chce wracać do kraju. Wolą zostać na uszkodzonym żaglowcu i tam dokończyć semestr nauki.
Uszkodzony statek dziś rano wpłynął do portu. Uczniowie są bezpieczni.

Niektórzy rodzice kontakt z dziećmi mieli dopiero teraz. Wszyscy zgodnie twierdzą, że dramatem dla młodych żeglarzy nie był wypadek na morzu, ale wizja szybszego zakończenia rejsu.



Dzieci chcą kontynuować podróż i naukę

"Fryderyk Chopin" zmaga się z problemami od piątku. W trakcie sztormu stracił oba maszty. Miał dopłynąć na Karaiby.

Uczniowie wykazali się spokojem w czasie sztormu i po nim - zapewnia w rozmowie z reporterem TOK FM Mariusz Angowski, ojciec czternastoletniego Szymona.



Rodzice gimnazjalistów z Fryderyka Chopina są spokojni o los swoich dzieci. Nie planują wyjazdu do Falmouth w Wielkiej Brytanii, gdzie cumuje obecnie żaglowiec. Dzieci są w dobrych nastrojach i chcą kontynuować podróż.



Rodzice proszą o pomoc finansową na remont

Szacunkowe koszta naprawy mogą sięgnąć nawet 1 mln zł. Dlatego Fundacja "Szkoła pod Żaglami", organizator przerwanego rejsu, apeluje o pomoc finansową. Apel wraz z numerem konta ukazał się na stronie internetowej Fundacji.

W piątek rano, na krótko przed wpłynięciem do Zatoki Biskajskiej (160 km na południowy zachód od wysp Scilly), statek natrafił na sztormową pogodę i przy sile wiatru dochodzącej do 9 stopni w skali Beauforta stracił oba maszty wskutek złamania bukszprytu - drzewca stanowiącego podparcie obu masztów.

"Fryderykowi Chopinowi" pospieszyły na pomoc trzy statki znajdujące się w pobliżu, które odebrały jego sygnał SOS. Następnie na hol wziął go kuter rybacki "Nova Spiro", a w asyście płynęły na zmianę dwa holowniki.

DOSTĘP PREMIUM