Lis vs Olejnik w TOK FM. "Dołączyła do Warzechy i prawicowych portali"

- Nie zważali na uczucia rodzin. Żałobę trzeba uszanować - Monika Olejnik w "Gazecie Wyborczej" skrytykowała dziennikarzy "Wprost" za publikację materiałów ze śledztwa smoleńskiego. Odpowiedział jej redaktor naczelny "Wprost" Tomasz Lis: - Wolałbym, żeby nie odmawiała innym empatii. Dołączyła tym do ekskluzywnego grona publicysty Warzechy i paru innych prawicowych portali.
Przeczytaj komentarz Moniki Olejnik>>

"Dziennikarze prześcigają się w informowaniu opinii publicznej o przyczynach katastrofy smoleńskiej. Tygodnik "Wprost", nie zważając na uczucia rodzin, opublikował zeznania wdów po oficerach, którzy zginęli 10 kwietnia" - napisała w swoim dzisiejszym komentarzu w "Gazecie Wyborczej" Monika Olejnik. "Reporterzy nie zastanawiali się, co będą czuły wdowy, czytając swe zeznania. Co ich to obchodzi, najważniejszy jest news. Na dowód, że wszystko jest prawdziwe, zamieszczono również zdjęcie akt śledztwa" - dodała.

Olejnik: "Trzeba się zastanowić i pomyśleć"

Olejnik odniosła się m.in. do opublikowania przez "Wprost" wiadomości, jaką rzekomo miała dostać wdowa po jednym z posłów. Krótka informacja o telefonie i rzekomych ostatnich słowach posła Deptuły została opublikowana się na stronie internetowej "Wprost" 1 listopada, zanim ukazał się cały tekst. "Mąż krzyczał do mnie, gdy ginął - Asia, Asia!" - przytacza Olejnik. Po kilku dniach prokuratura zdementowała doniesienia tygodnika. "Może naprawdę warto się zastanowić i pomyśleć, że wdowy, ojcowie, mężowie, bracia, siostry ofiar katastrofy są od siedmiu miesięcy w żałobie. Może warto tę żałobę uszanować" - pisze dziennikarka w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

- Monika Olejnik musiałaby mieć pretensje do wszystkich dziennikarzy, którzy publikują cząstkowe informacje na temat śledztwa - mówił z kolei Paweł Wroński w TOK FM. Skomentował tym samym wszystkie doniesienia prasowe na temat katastrofy i informacji na jej temat. Podkreślił, że wokół całej tej sprawy pojawia się dużo "pseudoinformacji". Zaapelował, żeby rozróżniać, kiedy dziennikarze publikują informacje, które sami dostają, a kiedy sami tworzą jakieś fakty.

Lis odpowiada

- Nie jestem w stanie "polemizować" z empatią Moniki Olejnik, którą w pełnej krasie wyjawiła po 10. kwietnia na ekranach telewizorów. Rzeczywiście w tym departamencie ma niekwestionowane miejsce pierwsze - odpowiadał na antenie TOK FM redaktor naczelny "Wprost" Tomasz Lis. - Wolałbym, żeby z taką łatwością tej empatii nie odmawiała innym, ale rozpędziła się, w porządku. Dołączyła tym do ekskluzywnego grona publicysty Warzechy i paru innych prawicowych portali, którym opublikowanie akt też się nie podobało - dodał.



Zdaniem Lisa nie ma nic złego w publikacji informacji z 57 tomów akt śledztwa. - Przy czym "reporterzy się nie zastanawiali"? - pytał Lis. - Lepiej, żeby redaktor Olejnik jednak nie bawiła się w psychoanalityka i nie konsultując się z pacjentem nie mówiła, czy się zastanawiali, czy się nie zastanawiali, czy myśleli, czy nie myśleli, czy współczuli, czy nie współczuli, ponieważ nad opublikowaniem informacji X, Y i Z toczyła się bardzo długa dyskusja i zapewniam, że całej serii drastycznych informacji nie opublikowaliśmy. Właśnie dlatego, że uważaliśmy, że ze względu na wrażliwość krewnych zmarłych, informacje te nie powinny być opublikowane - podkreślał Lis.

Lis: Interes publiczny

- Natomiast jest coś takiego jak interes publiczny, jest ewidentna według mnie powolność prokuratury w prowadzeniu tej sprawy, a jeśli nie w prowadzeniu tej sprawy, to z całą pewnością w informowaniu opinii publicznej o tym, co w tej sprawie wiadomo. To jest opinia wielu rodzin i krewnych. Choćby pani Małgorzata Szmajdzińska skarżyła się na prokuraturę - tłumaczył redaktor naczelny "Wprost". - Jeśli ktoś uważa, że dochodzenie toczy się w taki sposób, w jaki powinno się toczyć, a informowani jesteśmy o tym tak, jak powinniśmy być informowani, to w porządku - niech krytykuje naszą publikację. Ja będę twierdził, że zrobiliśmy dobrze i jeśli dostaniemy następne dokumenty, to zrobimy to samo, czyli to, co robią dziennikarze - publikują informacje. Dla niektórych jest to news i są tym zdziwieni. Nie powinni być - podsumował Lis.

"Wprost" opublikował w poniedziałek materiały ze śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej. Dziennikarze tygodnika dotarli do 57 tomów akt. Według nich, z tych materiałów wynika m.in., że prokuratorzy poświęcają bardzo dużo energii badaniu hipotezy, czy gen. Andrzej Błasik siedział za sterami samolotu. O jego relacje z załogami rządowych samolotów śledczy - jak napisano - wypytywali pilotów, ich rodziny, znajomych, łącznie kilkanaście osób. Dziennikarze powołują się przy tym m.in. na zeznania Magdaleny Protasiuk, wdowy po kpt. Arkadiuszu Protasiuku.

Co sądzisz o publikacji ''Wprost''?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM