"Wiedziałam, że przyjdą po męża", "telefony nie działały" - Wasze wspomnienia stanu wojennego

"13 grudnia miałam dwanaście lat. Było jeszcze ciemno jak do drzwi zapukał mój kolega, rówieśnik. I powiedział: milicja zabrała rodziców" - opowiada słuchaczka z Warszawy. 29 lat temu wprowadzono stan wojenny, dzisiaj pytamy Was o wspomnienia z tamtego okresu.
"Chłopiec oczywiście został u nas w domu, jak sądzę do południa przyszło jeszcze do nas dwoje dzieci. Wszyscy płakaliśmy. Za oknami było widać czołgi. Moja mama zajęła się dziećmi, a potem cały dzień chodziliśmy pieszo po Warszawie i szukaliśmy ich bliskich, dziadków, cioć. To był mój trzynasty grudnia" - mówi słuchaczka.

Władze komunistyczne jeszcze 12 grudnia przed północą rozpoczęły zatrzymywanie działaczy opozycji i "Solidarności". W ciągu kilku dni w 49 ośrodkach internowania umieszczono około 5 tys. osób. W ogromnej operacji policyjno-wojskowej użyto w sumie 70 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, 1750 czołgów, 1900 wozów bojowych i 9 tys. samochodów.

"Do końca życia nie zapomnę tego dnia. Mój mąż poszedł po chleb do sklepu, jednak w żadnym sklepie go nie dostał. Pomyślał więc, że pójdzie do zakładu pracy na kuchnię i może z jeden bochenek dostanie. Nie było go dość długo i w tym przyszedł nasz znajomy. Wchodzi i mówi: "Słuchaj! Stan wojenny". W czasie, kiedy to wypowiadał, Jaruzelski akurat ogłaszał stan wojenny w telewizji, za oknem przejeżdżały jakieś pojazdy, widziałam tylko ich lufy. Myślę sobie: pewnie męża już zagonili w kamasze. Też kiedy kolega mówił o stanie, zamiast "stanu wojennego" usłyszałam tylko "wojennego", więc pomyślałam sobie: wybuchła wojna. Zdębiałam, nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa. Tego momentu nie zapomnę do końca życia. Jak mówią: 13 grudnia, to widzę przed oczami całą tamtą sytuację".

"Raz śmieszno, raz straszno"

Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego trwały ponad rok i były prowadzone ze szczególną starannością. Na jego potrzeby sporządzono projekty różnych aktów prawnych, wydrukowano w Związku Sowieckim 100 tys. egzemplarzy obwieszczenia o jego wprowadzeniu, ustalono listy komisarzy wojskowych mających przejąć kontrolę nad administracją państwową i większymi zakładami pracy, a także wybrano instytucje i przedsiębiorstwa, które miały zostać zmilitaryzowane.

"Mieszkałam wtedy z mężem i z dziećmi na wsi pod Warszawą. Studiowałam z kolei w Lublinie. Stan wojenny zastał mnie właśnie na zajęciach" - opowiada kolejna słuchaczka. "Gnałam do domu, bo wiedziałam, że przyjdą po mojego męża, ponieważ był nauczycielem i miał napisane w książeczce wojskowej, że jest w rezerwie milicji. Przyszli po niego, a on powiedział, że nie pójdzie, bo nie ma jego żony. Kiedy wróciłam to poczułam się jak matka-polka, zaopatrzyłam go w święty obrazek, który w mojej rodzinie zawsze funkcjonował w ważnych chwilach, i powiedziałam mu, że jak zrobi jakieś głupstwo, to nie ma po co wracać do domu. Wrócił wieczorem, bo miał zaświadczenie od lekarza, że ma słaby wzrok. Na tym skończyła się jego przygoda wojenna. A sam stan wojenny? Różnie było. Raz śmieszno, raz straszno. Najbardziej przeżyliśmy to, że jak jechało się do miasta, to zawsze pytali na rogatkach po co się jechało. A po co się jechało? Po coś do jedzenia. Mimo wszystko uważam, że stan wojenny musiał być wprowadzony, bo inaczej sami byśmy sobie z tym nie poradzili".

"Niestety telefony nie działały"

Podczas stanu wojennego wprowadzono godzinę milicyjną od godz. 22 do godz. 6 rano, a na wyjazdy poza miejsce zamieszkania potrzebna była przepustka. Korespondencja podlegała oficjalnej cenzurze, wyłączono telefony, uniemożliwiając między innymi wzywanie pogotowia ratunkowego i straży pożarnej. Większość najważniejszych instytucji i zakładów pracy została zmilitaryzowana i była kierowana przez ponad 8 tys. komisarzy wojskowych.

"Trzynastego grudnia o stanie wojennym dowiedziałem się w pociągu. Jechałem wtedy do Warszawy na eliminacje turnieju "Wielka Gra". Zdziwiłem się, że z rana radio nie działało, no ale dojechałem normalnie" - mówi słuchacz TOK FM. "W drodze dopiero na którymś z dworców usłyszałem megafony kolejowe, które zapowiadały właśnie wprowadzenie stanu wojennego. Przyznam się szczerze, że nic poza tym, że kiedy w Warszawie wysiadłem na dworcu centralnym i dojechałem do budynku telewizji i tam zobaczyłem żołnierzy w czerwonych beretach, którzy nie wpuszczali nikogo do budynku, nic takiego nie widziałem. Do domu wracałem pociągiem, bez specjalnych nerwów, nic specjalnego się nie działo. Tylko zapowiadano, że mogą zostać wprowadzone jakieś kontrole, ale tych kontroli nie było. Niestety telefon w domu nie działał, więc nie mogłem nikogo o niczym poinformować".

W sumie w pierwszych dniach stanu wojennego internowano około 5 tys. osób, które przetrzymywano w 49 ośrodkach odosobnienia na terenie całego kraju. Łącznie w czasie stanu wojennego liczba internowanych sięgnęła 10 tys., w więzieniach znalazła się znaczna część krajowych i regionalnych przywódców "Solidarności", doradców, członków komisji zakładowych dużych fabryk, działaczy opozycji demokratycznej oraz intelektualistów związanych z "Solidarnością".

Czekamy na Wasze wspomnienia. Przesyłajcie je na adres: kontakt_tokfm@agora.pl lub dzwońcie: (22) 44 44 064!

Kliknij, by zobaczyć zdjęcia

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM