"Najedziemy furmankami na stolicę". Miasta walczą z rządem o drogi

Pod ministerstwo infrastruktury zajadą furmanki - zapowiada prezydent Olsztyna. Lublin już apeluje do rządu z billboardów kupionych w Warszawie. To tylko dwa z wielu polskich miast, które nie godzą się na - znienacka wprowadzone przez rząd - cięcia inwestycji drogowych.
"Nie izoluj Lubelszczyzny od Europy" - jaskrawożółte billboardy tej treści zawisły w Warszawie. To akcja Rady Przedsiębiorczości Lubelszczyzny , która tydzień temu wystosowała też do premiera Donalda Tuska i ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka list otwarty w sprawie S 17. Chodzi o obwodnicę Lublina i trasę ekspresową Sielce-Lublin. Lubelscy przedsiębiorcy wykupili też stronicowe ogłoszenia ze swoim apelem, w największych polskich dziennikach.

Wcześniej Forum Rozwoju Lublina razem ze Stowarzyszeniem Integracji Stołecznej Komunikacji złożyły w ministerstwie uwagi dotyczące zawieszenia inwestycji. "Droga krajowa nr 17 w obecnym kształcie jest najniebezpieczniejszą drogą krajową w Polsce. Obecnie w Lublinie realizowana jest rozbudowa ul. Mełgiewskiej stanowiącej dojazd do obwodnicy w ciągu drogi S17 (węzeł "Mełgiew") i jednocześnie do budowanego Portu Lotniczego Lublin w Świdniku (planowane otwarcie w 2012 r.)" - czytamy w złożonym dokumencie .

Przedświąteczna niespodzianka rządu

Ministerstwo infrastruktury 6 grudnia umieściło na swojej stronie internetowej projekt programu budowy dróg krajowych na lata 2011-2015. Przewidziano w nim, że do końca 2013 r. rząd wyda 58,6 mld zł. To starczy na ukończenie rozpoczętych już inwestycji oraz ekspresową "ósemkę" z Sycowa za Wrocławiem do autostrady A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Resztę inwestycji wpisano na listę inwestycji, które mogą powstać, jeśli znajdą się pieniądze.

Ten projekt oznacza poważne cięcia w inwestycjach drogowych, chociaż ministerstwo infrastruktury jeszcze rok temu zapewniało, że takich cięć nie będzie. Dlatego miasta bez obaw przygotowywały takie inwestycje (kosztowne plany, przesiedlanie ludzi, karczowanie lasów).

Samorządowcy mają teraz żal, że o przesunięciu inwestycji drogowych dowiedzieli się z internetu i zbyt późno. Protesty do resortu można było nadsyłać tylko do 27 grudnia. Sytuację dodatkowo komplikowały święta.

Obowiązujący dotąd (choć nierealny już) program budowy dróg (powstał za czasów rządów PiS) zakładał, że od 2008 r. do końca 2012 r. powstanie w Polsce 1070 km nowych autostrad oraz prawie 2 tys. km nowych dróg ekspresowych. Tymczasem nowy projekt na lata 2011-15 zakłada, że od 2008 r. do końca 2013 r. powstanie 994 km nowych autostrad oraz tylko 984 km nowych dróg ekspresowych

Nie zasługujemy na furmanki

Miasta, które najmocniej odczują cięcia drogowe zaostrzają protesty. Władze Olsztyna planują zorganizowanie w pierwszej połowie stycznia happeningu przed siedzibą ministerstwa infrastruktury. - Pod gmach resortu zajadą furmanki. To charakterystyczny dla zacofanych regionów środek lokomocji. Pokażemy, że nie zasługujemy na takie traktowanie - mówi Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna. Urzędnicy przygotowują też okolicznościowe kartki z tekstem "Kto daje i zabiera, ten w piekle się poniewiera" dla Cezarego Grabarczyka. Przedstawione będą na nich zasypane śniegiem polne drogi. - To urokliwe obrazy, ale pokazujące, jakie problemy będą mieli mieszkańcy Olsztyna i okolic - mówi Aneta Szpaderska, rzecznik olsztyńskiego ratusza.

Nowy plan ministerstwa oznacza, że anulować trzeba kilka prowadzonych co najmniej od roku przetargów na budowę nowych ekspresówek i obwodnic.

Stolicy się udało, inni ciągle walczą

30 grudnia prezydent Gorzowa Wielkopolskiego również opublikował całostronicowy list do rządu w "Gazecie Wyborczej". Tłumaczy, w nim, że wykreślenie z planów inwestycyjnych budowy drogi Gorzów Północ - Międzyrzecz uderza w zagranicznych inwestorów, a zatem w rozwój miasta i miejsca pracy. Jedna z firm, która buduje właśnie fabrykę w Gorzowie Wlkp., planowała następne inwestycje. "Te produkty muszą w jakiś sposób opuścić swoje fabryki i dotrzeć do rynków zbytu" - napisał Tadeusz Jędrzejczak, prezydent Gorzowa Wlkp.

Na razie udało się uratować drogę w Warszawie. W efekcie nacisku m.in. władz Warszawy, Mazowsza i 20,5 tys. czytelników "Gazety Stołecznej", którzy podpisali się pod petycją do ministra infrastruktury, rząd znalazł 300 mln zł na budowę wylotówki w stronę południowej obwodnicy stolicy.

Nic nie wskórała grupa mieszkańców Małopolski, która pod koniec grudnia pojechała protestować do Warszawy. Do stolicy przywieźli wydruk internetowej petycji, którą podpisało grubo ponad 3 tys. osób. Mieszkańcy domagają się rozpoczęcia budowy wykreślonego przez resort infrastruktury odcinka wschodniej obwodnicy Krakowa.

Rząd: Jak zaoszczędzimy, to Wam dorzucimy

Ministerstwo broni się, że dotychczasowy program budowy dróg, który powstał za rządów PiS, "musiał zostać urealniony". Trzeba go było dostosować do możliwości budżetowych i limitów, które określił rząd PO-PSL. Mikołaj Karpiński rzecznik ministerstwa infrastruktury zapewnia, że jest jeszcze szansa na realizację niektórych inwestycji. - Jeżeli znajdą się pieniądze z innych źródeł lub oszczędności przy aktualnych przetargach, to projekty będą automatycznie realizowane - zapewnia.

Ile dróg uda się wybudować za zaoszczędzone pieniądze? - Na razie nie wiadomo. Cały czas monitorujemy, jak rozstrzygane są przetargi - mówi portalowi Gazeta.pl Mikołaj Karpiński.

DOSTĘP PREMIUM