Ewa Kochanowska nie wybiera się do Smoleńska

Ewa Kochanowska, wdowa po rzeczniku praw obywatelskich Januszu Kochanowskim, powiedziała że polskie władze nie zrobiły wystarczająco dużo, by pomóc w wyjaśnieniu katastrofy Smoleńskiej. Powiedziała też, że nie wybiera się do Smoleńska.
W rozmowie z Polsat News Ewa Kochanowska powiedziała, że nie wybiera się na obchody rocznicowe do Rosji. - Nie mam potrzeby jeżdżenia do Smoleńska i przypuszczam, że tam nie pojadę. Poznałam swojego męża w Rosji. A po 40 latach odbierałam go z Moskwy. Dla mnie to już zamknięty rozdział życia.

Kochanowska powiedziała, że była jedną z pierwszych osób, które miały wątpliwości co do sposobu prowadzenia śledztwa i te wątpliwości nie zostały rozwiane. - Nie wyobrażam sobie, że śledztwo zostanie ukoronowane sukcesem. Najważniejsze i bardzo ważne dowody już zostały zniszczone, a do innych, takich jak czarne skrzynki, czy rejestratory lotu - nie mamy dostępu. Polska strona nie wykazała się wystarczającą starannością. Dowiadujemy się, że wrak samolotu niszczeje, są wycinane drzewa. To jest dziewięć zmarnowanych miesięcy. W oczekiwaniu nie wiem na co. Że Rosjanie coś załatwią? Nie mogę nic powiedzieć o raporcie MAK, bo tego typu raporty nie są upubliczniane do momentu zatwierdzenia.

Wdowa po Januszu Kochanowskim powiedziała też, że polskie władze niepotrzebnie zaufały stronie rosyjskiej. - Wydaje mi się, że Rosjanie zrobili wszystko, by zrzucić winę na pilotów, mgłę i prezydenta. Być może, jak to mówi młodzież, troszkę "przegięli". W 2010 roku MAK badał 22 katastrofy lotnicze. Tylko w kwietniu były 4 na terenie Rosji. Dla nich katastrofa smoleńska to sprawa, którą trzeba załatwić i umyć ręce. To nie ich prezydent zginął i dlatego mam wielką pretensję, do polskich władz, że nie troszczyła się o śledztwo.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM