Prasa o raporcie MAK: "Ponura sekwencja zdarzeń", "porażka Tuska", "fatalny dla polskiego wizerunku"

"To nie rosyjscy kontrolerzy trzymali stery polskiego samolotu" - pisze Jarosław Kurski w "Gazecie Wyborczej". "Raport MAK i potraktowanie polskich uwag w ten sposób to porażka strategii Tuska" - czytamy z kolei w "Rzeczpospolitej". Dzisiaj polska prasa komentuje treść ujawnionego wczoraj raportu MAK.
Wczoraj Międzynarodowa Komisja Lotnicza ogłosiła ostateczne przyczyny katastrofy smoleńskiej. Najważniejsza to lądowanie TU-154 w niesprzyjających warunkach atmosferycznych pod silną presją psychiczną wywieraną na załogę. Strona rosyjska uwzględniła tylko niektóre uwagi polskiego rządu, większość odrzuciła, jako nieodnoszące się do przyczyn technicznych wypadku.

Porażka strategii Donalda Tuska

Treść raportu MAK o katastrofie smoleńskiej i sposób w jaki Rosja potraktowała polskie uwagi do niego są dowodem porażki strategii Donalda Tuska w wyjaśnianiu tragedii - pisze Paweł Lisicki, naczelny "Rzeczpospolitej". W komentarzu do wczorajszej konferencji szefowej MAK Tatiany Anodinowej, Lisicki przypomina, że premier od początku deklarował, że wyjaśnieniu katastrofy najlepiej będzie służyć odwołanie się do konwencji chicagowskiej. "Mając nadzieję na nowe stosunki z Moskwą, Tusk postanowił zaryzykować. Publicznie bronił decyzji o przekazaniu śledztwa Rosjanom. Twierdził, że próba wywierania nacisku na Rosję, domaganie się wspólnego śledztwa, odwoływanie się do opinii międzynarodowej będzie znakiem braku zaufania do nowych przyjaciół" - pisze Lisicki.

Zdaniem naczelnego "Rzeczpospolitej" premier stał się zakładnikiem swojej retoryki, a kiedy zapoznał się ze wstępnym raportem Rosjan, było już za późno. Lisicki dodaje, że Tusk, stając się twarzą porozumienia z Rosją, sam odebrał sobie możliwość wywierania presji na Moskwę. Według dziennikarza, dziś premier może tylko robić dobrą minę do złej gry i twierdzić, że raport Rosjan nie jest ostateczny albo zupełnie zmienić front, w czym będzie mało wiarygodny. Lisicki przypomina, że już miesiąc po katastrofie "Rzeczpospolita" ujawniła istnienie polsko-rosyjskiej umowy z 1993 r., która pozwalała na wspólne śledztwo z Rosjanami. Zdaniem Lisickiego, gdy premier z tej szansy nie skorzystał, już wtedy Polska straciła szansę na uczciwe i wiarygodne wyjaśnienie katastrofy.

Lisicki dodaje, że wszystko, co wiadomo o locie z 10 kwietnia jak i o późniejszym śledztwie zadaje kłam twierdzeniom, że Polska zdała egzamin i jest silnym, dobrze zarządzanym krajem.

"Banalność przyczyn"

"Raport MAK to ponura sekwencja zdarzeń wiodących nieuchronnie do tragicznego końca" - pisze w komentarzu "Gazety Wyborczej" jej zastępca redaktora naczelnego Jarosław Kurski. Dlaczego piloci zachowywali się tak, jakby stracili instynkt samozachowawczy? Jakby zatracili oczywiste umiejętności? - pyta Kurski. I sam odpowiada: bo pracowali pod presją.

Brak wyobraźni, nieodpowiedzialność, determinacja, by lądować za każdą cenę - te powody, określając je "banalnością przyczyn", wymienia Kurski jako części składowe katastrofy smoleńskiej.

Zastępca red. nacz. "Gazety Wyborczej" podkreśla, że nie można do końca zwalać winy na kogoś, kto nie powstrzymał polskich pilotów przed "naszym własnym szaleństwem". "To nie rosyjscy kontrolerzy trzymali stery polskiego samolotu" - pisze Kurski.

"Dziennik Gazeta Prawna": Cieplej już było

Rosjanie wysłali w świat fatalną dla polskiego wizerunku wersję wydarzeń z 10 kwietnia ubiegłego roku - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". Podkreśla, że jednostronny rosyjski raport stworzył nowe pole konfrontacji, a ocieplenie między Warszawą a Moskwą nie trwało długo. Zdaniem dziennika, Rosjanie podgrzali atmosferę rewelacjami o zawartości alkoholu w organizmie generała Andrzeja Błasika, dowódcy polskiego lotnictwa wojskowego. Gazeta pisze, że informację o tym, że Błasik miał minimalną zawartość alkoholu i przebywał w kokpicie podchwyciły zachodnie media. Rosjanie sugerują także, że presję na lądowanie mógł wywierać Lech Kaczyński.

Tymczasem polska strona ujawnia, że to władze w Moskwie naciskały rosyjskich kontrolerów na umożliwienie lądowania w skrajnie trudnych warunkach. Według gazety rozbieżność stanowisk otwiera szerokie pole do konfrontacji politycznej i ochłodzenia dobrych w ostatnim czasie relacji gospodarczych. Już teraz polscy eksporterzy nerwowo śledzą reakcję rządu na rewelacje Rosjan - dodaje "Dziennik Gazeta Prawna".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM