Rogalski: Dowody sugerują sztuczność mgły

- W materiałach nie ma kategorycznych dowodów, że mgła była naturalna i nie została rozpylona przez Rosjan. Jest za to zebrany materiał dowodowy, sugerujący sztuczność mgły - przekonuje w Wirtualnej Polsce mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar smoleńskich
Marcin Dubieniecki, mąż i pełnomocnik prawny Marty Kaczyńskiej od kilku tygodni rozważał złożenie zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Wniosek prokuratura ma dostać pod koniec stycznia, informuje Wirtualna Polska. - W materiałach dowodowych nie ma kategorycznych dowodów, że mgła była naturalna i nie została rozpylona przez Rosjan. Jest za to zebrany materiał dowodowy, sugerujący sztuczność mgły. Nie są to jednak dowody bezpośrednie - mówi portalowi mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym Jarosława Kaczyńskiego.

Zdaniem Rogalskiego w śledztwie prowadzonym przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie śledczy badali wersję zamachu. W tej sprawie mieli być przesłuchani biegli. - Nie zostało potwierdzone, że nad lotniskiem Siewiernyj unosiła się naturalna mgła. Gdyby nie mgła, polscy piloci dostrzegliby wizualnie niebezpieczeństwo zderzenia z ziemią, a do katastrofy najpewniej by nie doszło - przekonuje pełnomocnik.

Zdaniem Rogalskiego, istnieje materiał dowodowy, sugerujący sztuczność mgły. Ale przyznaje, że nie są to dowody bezpośrednie. Nie mówi jakie to dowody, powołując się na dobro i tajemnicę śledztwa. Portal pyta mecenasa czy za rozpyleniem sztucznej stoją Rosjanie. - Kwestia ewentualnego sprawstwa jest w tym momencie drugorzędna - mówi.

"Są przesłanki, że planowano sztuczną mgłę"

Rogalski przywołuje informacje Polskiej Akademii Nauk, która na pytanie, czy w rejonie Siewiernyj występują mgły o tej porze roku, w tych dniach i tych godzinach, odpowiedziała, że "mogło być to zjawisko naturalne". - To śmieszne, jakby ktoś stwierdził, że w rejonie Siewiernyj świeciło słońce a po dniu następowała noc - mówi Rogalski. Prawnik twierdzi, że po stronie rosyjskiej były dziwne działania czy zabiegi, na przykład związane z mgłą. - Wiele przesłanek wskazuje na być może planowanie sztucznej mgły na długo przed 10 kwietnia, a więc dowody pośrednie - mówi.

Rogalski wylicza przesłanki, które "teoretycznie" mogą świadczyć o zamachu. Chodzi o m.in. brak korygowania błędów w ścieżce zejścia samolotu, a wręcz utwierdzanie polskich pilotów, iż są na właściwych ścieżkach zejścia; wydanie dwuznacznych komend horyzont dopiero w momencie, gdy losy samolotu, tj. katastrofa, była absolutnie przesądzona; nie wydanie zakazu lądowania na lotnisku Siewiernyj; nakazanie kontrolerom przez tzw. logikę w Moskwie dopuszczenie polskiego tupolewa do podejścia do lądowania, mimo pełnej wiedzy o tragicznych warunkach atmosferycznych; nie przekazanie zapisów z radarów, do dzisiaj niedopuszczenie polskich ekspertów do wraku samolotu TU-154M; wadliwe karty podejścia, tj. z błędnymi parametrami naprowadzającymi na oś pasa startów i lądowań; błędne działanie bliższej radiolatarni i prawdopodobnie wadliwa odległość między bliższą a dalszą radiolatarnią.

- Radiolatarnie były mobilne, przez co mogły być w każdej chwili przesunięte - sugeruje Rogalski. Przyznaje, że zamach wymagałby umyślności: - Stąd wszelkie okoliczności są badane przez prokuraturę pod kątem tego czy mieliśmy do czynienia z lekkomyślnością lub zwykłym niedbalstwem, czy też były to działania celowe - kwituje.

DOSTĘP PREMIUM