Kosy jako symbol śmierci na drodze. Pikieta w Warszawie

Jadą czym tylko można: autokarami, busami, prywatnymi samochodami. To mieszkańcy Lubelszczyzny, którzy w południe mają pikietować w Warszawie w obronie drogi S 17. Ta ruchliwa trasa nie znalazła się na rządowej liście priorytetów.
Do stolicy jadą m.in. trzy autokary ze związkowcami z Solidarności. - Jestem z gimnazjum nr 14. Mam ferie i jadę, by walczyć o drogę - mówi nauczycielka Halina Milczarek. Podkreśla, że budowa drogi jest ważna także dla oświaty. - Dla naszych dzieci, dla rozwoju naszego regionu - dodaje.

Na pikietę jadą też związkowcy z lubelskiego MPK. - Trzeba pokazać naszą siłę - mówią. - Lubelszczyzna jest zakątkiem zapomnianym, drogi są bardzo zaniedbane. Musimy walczyć. Mamy gwizdki, trąbki, transparenty - mówi Henryk Wargocki z MPK.

Do Warszawy jadą też pracodawcy, wśród nich Marian Wycichowski z firmy Eko Bud. - Jadę walczyć o budowę drogi między Lublinem a Warszawą. We wspólnym interesie trzeba występować wspólnie. Zostawienie nas w takiej sytuacji, jaka jest obecnie odcina nas od stolicy, utrudnia komunikację - mówi.

Wśród protestujących będą też młodzi ludzie z Forum Rozwoju Lubelszczyzny. Mają ze sobą kosy. - Te kosy to żadna groźba. To tylko medialne zwrócenie uwagi na niebezpieczeństwo na tej drodze. I nasze hasło, że śmierć zbiera swoje żniwo na krajowej siedemnastce - mówi Jacek Werner z Forum Rozwoju Lubelszczyzny. Jak dodaje, na pikiecie kilka osób, właśnie w ramach tego hasła, będzie przebranych za śmierć.

Pikieta przed Urzędem Rady Ministrów zaplanowana jest w godzinach od 12 do 14.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM