"Na wieży nie było dobrej atmosfery, żeby bezpiecznie sprowadzać samolot"

- Panował tam, jeśli nie bałagan, to chaos informacyjny, ludzie zajmowali się niekoniecznie tym, co powinni - tak atmosferę w wieży lotniska Siewiernyj ocenia Tomasz Białoszewski. Zdaniem dziennikarza kontrolerzy pozwolili, by zadziałały emocje: "Powinni być zimnymi rzemieślnikami, a pojawił się aspekt psychologiczny".
Tomasz Białoszewski jeszcze przed opublikowaniem nagrań z wieży lotniska w Smoleńsku wiedział, jaka panowała tam atmosfera. Jako współautor książki "Ostatni Lot. Przyczyny katastrofy smoleńskiej. Śledztwo dziennikarskie" wysłuchał relacji osoby, która była świadkiem tego, co działo się 10 kwietnia. - Wiedzieliśmy, że panował tam chaos informacyjny, że ludzie zajmowali się niekoniecznie tym, co powinni - mówił dziennikarz w Poranku Radia TOK FM. - Nie było tam dobrej atmosfery, żeby bezpiecznie sprowadzać samolot - dodał.



Dlatego zaskoczyło go, że w raporcie MAK tyle uwagi poświęcono wydarzeniom w kabinie pilotów polskiego tupolewa, a nie zajęto się zachowaniem pracowników lotniska.

- Głównym elementem, którego brakowało w raporcie MAK, jest autolustracja. Czy wieża kontroli lotów była sterylna zgodnie z założeniami pracy w podobnych placówkach, w których kontroler podczas lądowania, czyli najtrudniejszej fazy lotu, musi mieć odpowiednie warunki pracy? W czasie lądowania samolot i wieża muszą mieć do siebie absolutnie zaufanie. Dlaczego Rosjanie tego nie ujawnili? To chyba cecha Rosjan, ale może nie tylko: łatwiej uderza się w cudze piersi niż we własne. Być może to tłumaczy postawę MAK - spekulował Białoszewski.

Strach przed skandalem dyplomatycznym

Dlaczego kontrolerzy ze Smoleńska nie zachowywali się zgodnie z powszechnie obowiązującymi regułami? - Myślę, że z tyłu głowy towarzyszyło im coś, co nie powinno zaprzątać ich uwagi: jak ważny to samolot, jak ważne są okoliczności, które sprowadzają go do Smoleńska, kto jest głównym pasażerem. Ranga lotu spowodowała niestandardowe zachowania pracowników wieży - ocenił Tomasz Białoszewski. "Dawajcie tu straż pożarną". MAK publikuje zapisy rozmów z wieży. PRZECZYTAJ

Współautor książki o okolicznościach katastrofy smoleńskiej podkreślił też, że "kilkakrotnie padło z ust rosyjskich i białoruskich kontrolerów jednobrzmiące ostrzeżenie: w Smoleńsku warunków do lądowania nie ma".



"Powinni być zimnymi rzemieślnikami"

- Oni w którymś momencie nieco uspokoili załogę. Chcieli, mając z tyłu głowę rangę lotu, odsunąć od siebie odpowiedzialność za niewylądowanie samolotu. Żeby nikt nie powiedział, że Rosjanie chcieli storpedować uroczystości, że nie chcieli, żeby prezydent Lech Kaczyński stanął nad grobami polskich oficerów w Katyniu - mówił dziennikarz. I podkreślał, że to nie powinno w ogóle zajmować kontrolerów lotów. - Oni powinni być zimnymi rzemieślnikami i zajmować się tylko swoją działką. Nie powinno być żadnych aspektów psychologicznych - powiedział Białoszewski.



DOSTĘP PREMIUM