Płk Łukaszewicz: nie było informacji z wieży, które umożliwiłyby bezpieczne lądowanie

- Za mało było komunikacji między wieżą a załogą TU-154. Mnie zabrakło jednoznacznie wyrażonej informacji, że na lotnisku nie ma warunków do lądowania - powiedział Piotr Łukaszewicz, b. szef szkolenia dowództwa sił powietrznych, gość Kontrwywiadu RMF FM.
- Faktem jest, że załoga nie otrzymała informacji, które umożliwiłyby bezpieczne lądowanie i podjęcie racjonalnych decyzji - stwierdził płk Piotr Łukaszewicz w RMF.

B. szef szkolenia dowództwa sił powietrznych, gość Kontrwywiadu RMF FM, powiedział dziś, że było za mało komunikacji między wieżą a załogą TU-154. Mnie zabrakło w tym przekazie jednoznacznie wyrażonej informacji, że na lotnisku nie ma warunków do lądowania - powiedział.

Wczoraj ujawniono zapisy rozmów wieży kontrolnej z załogami trzech samolotów, które lądowały na lotnisku w Smoleńsku 10 kwietnia. ujawniono zapisy rozmów wieży kontrolnej z załogami trzech samolotów, które lądowały na lotnisku w Smoleńsku 10 kwietnia.

Piotr Łukaszewicz powiedział, że jako pilot zastanowiłby się, czy podejmować ryzyko schodzenia do lądowania, zwłaszcza mając informacje od kolegów, którym dało się wylądować (o złych warunkach do lądowania - red.). Dodał jednak: Faktem jest, że załoga nie otrzymała informacji, które umożliwiłyby bezpieczne lądowanie i podjęcie racjonalnych decyzji - stwierdził.

Dodał też, że sprzęt, który jest na lotnisku w Smoleńsku powinien pozwolić na bezpieczne lądowanie. - Nie wiemy, co pokazywały wskaźniki, Nie zachowały się zapisy zdjęcia, zapisy wideo, a rejestracja wskaźników jest obowiązkiem - powiedział Łukaszewicz. Jego zdaniem można teraz tylko spekulować, czy były one wyłączone, źle pokazywały dane, czy też kontrolerzy nie zwracali na nie uwagi.

- Nie jestem w stanie zrozumieć, co skłoniło załogę, żeby podchodzić do lądowania w takich warunkach. Bardzo musieli być zdeterminowani, by wykonać to zadanie - powiedział pułkownik.

Dodał, że przedmiotem badania komisji (wypadków lotniczych - red.) jest działanie autopilota i zbadanie, co się wydarzyło w kokpicie po komendzie "odchodzimy" i dlaczego piloci zbyt późno przeszli na ręczne sterowanie samolotem.

Płk Łukaszewicz dodał, że samolot schodził do lądowania zbyt szybko i powstał deficyt czasowy nie do nadrobienia. - Gdyby ten samolot zniżał się z prawidłową prędkością i był 100 metrów nad poziomem lotniska, piloci i pasażerowie mogliby przeżyć - powiedział w RMF.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM