"Polacy łamali wszystkie możliwe przepisy i żadne zaklinanie rzeczywistości nic nie da"

Ujawnione wczoraj przez Polaków zapisy rozmów z wieżą lotniska Siewiernyj nie robią wrażenia na Tomaszu Hypkim. - Nie ujawniono nic nowego - mówi wydawca "Skrzydlatej Polski". - Polacy łamali w Smoleńsku wszystkie możliwe przepisy i żadne zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Powinniśmy znaleźć u siebie wszystkie nieprawidłowości - a potem polemizować z Rosjanami - uważa gość TOK FM.
Zdaniem Tomasza Hypkiego, ujawnione wczoraj nagrania rozmów z wieży lotniska w Smoleńsku niewiele wnoszą do wiedzy na temat okoliczności katastrofy z 10 kwietnia. - Nie ujawniono czegoś nowego - mówi wydawca "Skrzydlatej Polski" i prezes Agencji Lotniczej Altair. Według niego, "jeżeli ktoś ładuje się autobusem pełnym ludzi na przejazd kolejowy, to nie ma się pretensji do tego kto stawiał szlaban, albo do dróżnika, że za mało dziarsko machał we mgle". Dlatego Polacy zamiast szukać winy Rosjan, powinni przyjrzeć się błędom popełnionym przez siebie. - Polacy łamali tam wszystkie możliwe przepisy i żadne zaklinanie rzeczywistości nic nam nie da - twierdzi Hypki.

Lista błędów popełnionych przez Polaków jest długa. - Bardzo dużo złego zrobiło lądowanie Jaka 40. Mówił też o tym Edmund Klich. Załoga Jaka nie odchodzi na drugi krąg (choć taka komenda padła z wieży - red.). Potem jest lądowanie i Rosjanie doszli do wniosku, że nasi nie znają procedur. A jak znają, to je łamią. A po drugie, doszli do wniosku, że jeśli w tej mgle wylądowali, to może mają jakieś specjalne urządzenia - wyjaśnia wydawca "Skrzydlatej Polski".

- Piloci tupolewa nie mieli prawa lądować na autopilocie - wylicza Hypki. - Według ekspertów, gdyby pilot ręcznie sterował, to lepiej czułby maszynę, wiedziałby co się dzieje - może wcześniej dodałby gazu - mówił gość TOK FM.

- Powinniśmy znaleźć u siebie wszystkie możliwe nieprawidłowości - a potem polemizować z Rosjanami. A nie łapać złodzieja, bo to do niczego nie prowadzi - podsumował Tomasz Hypki.

DOSTĘP PREMIUM