Kradzież tożsamości, pigułki gwałtu i... miś pedofil - czyli filmy edukacyjne miasta

Miały uczyć gimnazjalistów, ale dały porządną nauczkę dorosłym. Nowe filmy edukacyjne połączone z programem specjalnych lekcji to najnowszy projekt stołecznego ratusza. Okazało się jednak, że dorośli nie przewidzieli do końca rozwoju scenariusza. Dzięki uczniom - aktorom w jednym z filmów pojawia się... Pedobear, internetowa maskotka pedofili.
Krótkie fabuły pokazują gimnazjalistów w częstych sytuacjach, które mogą skończyć się kłopotami z prawem. Trzy 12-minutowe filmy kosztowały stołeczny ratusz prawie 50 tysięcy złotych.

- Nie chcieliśmy robić moralitetu, filmu dorosłych dla dorosłych. Naszymi bohaterami są też typowi uczniowie, nie osoby z marginesu - tłumaczy mówi Dorota Macander z ośrodka rozwoju edukacji. Dzięki filmom gimnazjaliści i licealiści, do których już niedługo mają trafić, zobaczą, w jak poważne kłopoty może wpędzić drobna kradzież w centrum handlowym, podszywanie się pod kogoś na portalu społecznościowym lub nieuwaga wieczorem w klubie.

W tej części pojawia się motyw pigułki gwałtu i jest to bez wątpienia najmocniejsze z filmowych ostrzeżeń. Opatrzone programem specjalnych zajęć filmy mają trafić do szkół.

Pedobear. Dla żartu

Jeden z filmów mocno zaskoczył pomysłodawców akcji. Historia opowiada o przemocy w internecie. W czasie zajęć w pracowni informatycznej kilku chłopców przejmuje kontrolę nad profilem swojej koleżanki na portalu społecznościowym. Ale jak się okazuje nie to jest najważniejsze. Uwagę zwraca to, co widać na monitorach pozostałych komputerów stojących w sali. To obrazki z charakterystycznym misiem biegnącym w stronę ekranu. Nie jest to byle jaki miś - tylko Pedobear, internetowa maskotka pedofili. Internauci często doklejają go do zdjęć, by nadać im ostro sarkastyczny czy ironiczny kontekst. Albo po prostu dla bardzo czarnego humoru.

Obecność kontrowersyjnej maskotki to nie przypadek. Młodzi aktorzy przyznają, że umówili się za plecami dorosłych, aby na monitorach było widać misia. - To był spontaniczny pomysł, żeby to wstawić - tłumaczą z uśmiechem.

Dowcip okazał się porządna i bardzo potrzebną lekcją dla dorosłych. O którą niekoniecznie trzeba się obrażać. Bo machająca z ekranu maskotka to najlepszy dowód na to, że rodziców często trzeba nauczyć jak się bawią ich dzieci i z czego się śmieją. No i trudno jest ostrzegać je przed niebezpieczeństwami, nie wiedząc w jakim świecie żyją.

Nie jest to pierwszy przypadek dowcipu z Pedobear'em. W zeszłym roku jedna z olsztyńskich gazet informując o zimowych igrzyskach w Vancouver zamieściła obrazek przedstawiający maskotki imprezy z doklejonym "pedomisiem". Publikacja wywołała prawdziwą ogólnoświatową burzę w internecie, a za wpadkę odpowiedzialność wziął kanadyjski grafik Michael Barrick. Przyznał, że chodziło mu wyłącznie o dowcip i zwrócenie na siebie uwagi.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM