Strażacy z Grodziska nieśli kobietę do porodu trzy kilometry na noszach

Strażacy z Grodziska Wielkopolskiego próbowali dwoma wozami dojechać do ciężarnej kobiety z Czarnej Wsi. W końcu, po kolana w błocie, nieśli ją do karetki. Zdążyli w ostatniej chwili - nietypową akcję druhów opisał ?Głos Wielkopolski?
Hanna Toepler z Czarnej Wsi (Wielkopolska) zaczęła rodzić w nocy z 19 na 20 stycznia. Dorosła córka próbowała zawieźć matkę do szpitala, ale ich samochód utknął 100 m od domu. Błoto na drodze w tej okolicy sięgało do kolan. - Mama zadzwoniła pod numer 112 - opowiada Marta. - Odezwała się straż pożarna. Ciągle siedziałyśmy w samochodzie, mama miała już skurcze, gdy nagle zobaczyłyśmy trzech strażaków z łopatą.

Bowiem wóz, którym przyjechali strażacy, także utknął w błocie. Druhowie wezwali na pomoc jeszcze większy wóz. Ale i on zakopał się po ramę, gdy próbował przebrnąć przez grząską drogę. Tymczasem czasu na pomoc było niewiele. Pani Hanna musiała dotrzeć do szpitala, bo poród miał być pośladkowy.

Strażacy zastanawiali się nad wezwaniem śmigłowca. Ale było zbyt ciemno i niebezpiecznie, by mógł wylądować w tamtym rejonie. W końcu ośmiu ratowników na zmianę niosło rodzącą kobietę na noszach do czekającej blisko trzy kilometry dalej karetki. Pani Hanna po trzech godzinach dotarła do szpitala w Grodzisku Wielkopolskim.

Lekarze natychmiast wykonali cesarskie cięcie. Na świat przyszła zdrowa mała Olena. - W przypadku pani Hanny, było wskazanie do wykonania cięcia cesarskiego, więc rzeczywiście w krótkim czasie powinna była dotrzeć do szpitala - komentowała ginekolog-położnik Katarzyna Kłak, lekarz prowadzący panią Hannę.

Burmistrz Henryk Szymański uważa, że droga była dobrze przygotowana do zimy. Podkreśla, że przewieziono na nią wcześniej 40 ton tłucznia, ale trasę zniszczyła spływająca z roztopów woda z pól. - Na pewno odwiedzę tę panią i przeproszę w imieniu gminy - deklaruje Szymański.

DOSTĘP PREMIUM