Będzie cięcie wydatków w gminach - wszystko przez zamieszanie prawne

PRZEGLĄD PRASY. "Rzeczpospolita" pisze, że rozporządzenie ministra finansów z 23 grudnia zaskoczyło lokalne władze. Zgodnie z nim samorządy muszą do zadłużenia wliczać nie tylko kredyty i pożyczki czy papiery dłużne, ale także zobowiązania wynikające z umów o partnerstwie publiczno-prywatnym, leasingu i umów z odroczonym terminem zapłaty dłuższym niż rok.
W wielu gminach w całej Polsce nowe prawo wywołało spore zamieszanie. Trwają gorączkowe analizy, szacunki, wertowanie budżetów i dokumentów. Samorządy, które przekroczą 60-procentowy limit, muszą przygotować i wdrożyć plan naprawczy. - W sumie aż 86 samorządów może przekroczyć w tym roku ustawowy 60-procentowy limit długu wobec dochodów - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Ryszard Krawczyk, przewodniczący Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych.

Wykluczony jest także deficyt, a więc kolejne kredyty i pożyczki, wydatki muszą zostać zredukowane do niezbędnego minimum (niewykluczone są obniżki wynagrodzeń dla pracowników), a wszystkie działania władzy muszą być podporządkowane obniżeniu zadłużenia. Zdaniem niektórych to kuriozalna sytuacja, bo przecież faktyczna sytuacja finansowa gminy i ich zdolność do spłaty zobowiązań wcale się nie zmieniła. - Wprowadzenie nowego rozporządzenia ministerstwa, które tak istotnie wpływa na sytuację szczególnie mniejszych gmin, jest zaskakujące. Nie przeprowadzono niezbędnych konsultacji społecznych - uważa Paweł Tomczak, dyrektor biura Związku Gmin Polskich RP. Dodaje, że zabrakło również odpowiedniego vacatio legis, tak by samorządy mogły przygotować się do zmian.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM