Wojsko kupiło limuzyny. Teraz są jak "kukułcze jajo"

PRZEGLĄD PRASY. Wojsko zakupiło 20 luksusowych samochodów - ustaliła "Rzeczpospolita". Armia twierdzi, że mają one być wykorzystane podczas prezydencji Polski w Unii Europejskiej.
Sęk w tym, że prezydencję będzie obsługiwać Biuro Ochrony Rządu, a nie wojsko. Land-rovery discovery kupił Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych. Samochody są wyposażone między innymi w skórzane fotele i podgrzewane szyby. Armia zapłaciła za nie około pięciu milionów złotych.

Zakup wzbudził falę krytyki - pisze "Rzeczpospolita". Generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych uważa, że wydatek jest ogromnym skandalem, nie ma żadnego uzasadnienia i powinni się nim zająć prokuratorzy. Generał Skrzypczak wskazuje, że jest to kolejny model samochodu wprowadzanego do wojska.

Generał Sławomir Petelicki, twórca GROM-u, mówi z kolei, że informacja o zakupie wprawiła go w ogromne zdumienie. Dodaje, że takimi samochodami jeżdżą w Londynie najbogatsi Rosjanie.

- Te samochody są jak kukułcze jajo. Generałowie nie chcą nimi jeździć, bo boją się, że będą posądzeni o afiszowanie się w luksusowej limuzynie w sytuacji, gdy w wojsku brakuje pieniędzy na wszystko, a zwykli żołnierze jeżdżą starymi tarpanami honkerami - mówi gazecie jeden z wysokich oficerów.

Szczegóły dzisiaj w "Rzeczpospolitej".

DOSTĘP PREMIUM