Dlaczego studentki KUL nie chcą słuchać o nowotworach?

Nie wypaliła zorganizowana na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim konferencja poświęcona badaniom profilaktycznym dla kobiet. Zorganizowano ją we wtorek, w ramach Dnia Kobiet. Ale studentki nie wykazały zainteresowania. Konferencję odwołano.
Dyskusja miała się odbyć w sali na blisko 200 osób, a przyszło tylko 20, w tym studenci teologii. Organizatorzy zdecydowali, że konferencja się nie odbędzie. Lekarze, którzy mieli być jej gośćmi, wrócili do klinik leczyć pacjentów. To m.in. szefowa Centrum Onkologii dr Elżbieta Starosławska i prof. Jan Kotarski, który miał mówić o profilaktyce raka szyjki macicy.

Studentek nie przyciągnęła nawet walcząca z rakiem blogerka roku. - Szkoda - mówi z żalem Anna Gimlewicz, laureatka wyróżnienia w konkursie na blog roku. Trzydziestoletnia blogerka w styczniu 2010 r. dowiedziała się, że ma nowotwór żołądka. Nazwała go "rakiem-nieborakiem" i zaczęła pisać - o sobie, swojej rodzinie i walce z chorobą. Chciała pokazać, że nawet w chorobie można i trzeba żyć radośnie. Pani Ania miała być jednym z gości lubelskiego spotkania. - Warto takie akcje przeprowadzać, żeby kobiety, czy w ogóle ludzie byli aktywni, badali się, bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie sobie pomóc - mówi. Chciała zachęcić studentki do badań takich jak cytologia, USG piersi czy mammografia. Ale nie miała szans.

Konferencję na KUL-u organizowała wojewoda w ramach prowadzonej od dłuższego czasu kampanii "Kobiety kobietom". Przed rokiem na podobne spotkanie na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej przyszły tłumy. Tym razem było inaczej. Dlaczego? Być może dlatego, że w czasie, gdy miała się odbyć konferencja, obok trwały pokazy makijażu. I tam była kolejka.

Organizatorzy się jednak nie zrażają. - Do grupy studentek, czy to KUL-u czy innych uczelni na pewno będziemy się jeszcze starali dotrzeć - mówi Małgorzata Tatara, rzecznik wojewody lubelskiego.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM