Kontrakt za 39 tys. zł i program w TVP. Wystarczył fałszywy mail od Prezydenta

Intratny kontrakt i własny program w telewizji publicznej, VIP-owska przepustka i samochód z szoferem. To wszystko w niespełna dwa miesiące dostał od TVP 25- latek z Wrocławia, dzięki prowokacji z fałszywym mailem od Kancelarii Prezydenta. - czytamy w dzisiejszej ?Rzeczpospolitej?, która opisała przeprowadzoną przez 25-latka prowokację.
W listopadzie 2010 roku do ówczesnego szefa TVP, Włodzimierza Ławniczka, z adresu jacek.michalowski@prezydent.pl przyszła zawierająca błędy ortograficzne wiadomość elektroniczna. Była to prośba od prezydenta Komorowskiego, aby w telewizji publicznej znalazł się nowy program, w którym "forum do wypowiedzi miałoby w całości młode pokolenie (25 - 35 lat), które w Polsce interesuje się sytuacją społeczną, polityczną itp."

W e-mailu było podane również imię i nazwisko osoby, którą pan Prezydent widziałby w roli prowadzącego show - był to niejaki Paweł Miter, absolwent politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, rzekomo - dziennikarz.

"Ten człowiek z Kancelarii Prezydenta"

Później sprawy potoczyły się już bardzo szybko - odpowiedź z TVP przyszła jeszcze tego samego dnia. Jednak nie do skrzynki Kancelarii Prezydenta, ale do skrzynki samego Mitera, który zarekomendował się w TVP, podszywając się za dziennikarza i osobę zaufaną Prezydenta. Przez prawie trzy miesiące nikt nie sprawdził jego prawdziwej tożsamości.

Co więcej - jako "ten człowiek z Kancelarii Prezydenta", jak nazywano go w TVP, już na początku stycznia podpisał trzymiesięczną umowę na 39 tys. zł. Dziennikarze "Rzeczpospolitej" zdobyli kopię dokumentu - jest on podpisany przez Andrzej Jeziorka, szefa Agencji Produkcji Telewizyjnej TVP. Oprócz tego otrzymał VIPowską przepustka do budynku telewizji, na zawołanie miał też do dyspozycji samochód TVP.

Miter mówi, że nikt nigdy nie poprosił go o dokument tożsamości. - Wszystkie dane podawałem z pamięci. PESEL i NIP miałem zapisane w telefonie - opowiada. - Efekt tego jest taki, że mój adres w dowodzie jest inny niż ten na podpisanej z TVP umowie. Mogłem im podać całkiem fikcyjne nazwisko - dodaje.

Również prawdziwy Jacek Michałowski, szef Kancelarii Prezydenta, oświadcza, że nigdy nie otrzymał żadnego telefonu z telewizji z pytaniem, czy zna Pawła Mitera. - Nigdy nie wysyłałem żadnego e-maila polecającego Pawła Mitera ani jakąkolwiek inną osobę do prezesa TVP. Nawet nie wiem kim on jest. To straszne, że ta sprawa zaszła tak daleko - dodaje.

TVP: "Spółka straciła tylko prestiż"

Ostatecznie, do emisji programu nie doszło. - Po pierwsze, okazało się, że ten człowiek jest nierzetelny, nie stawiał się na umówione spotkania, nie odpowiadał na telefony - mówi "Rz" Marian Kubalica, dyrektor biura zarządu TVP. - Po drugie, była negatywna opinia projektu programu ze strony redakcji publicystyki TVP 1, wreszcie po trzecie, dotarła do nas informacja, że pan Miter ma wyrok w zawieszeniu, został skazany właśnie za tworzenie fałszywych adresów e-mailowych i wyłudzanie w ten sposób pieniędzy.

Równocześnie Kubalica dodaje, że TVP "dała się podejść". - Telewizja nie wypłaciła panu Miterowi żadnego wynagrodzenia, pomimo ewidentnych prób szantażu z jego strony - mówi dziennikarzom. - Umowa została rozwiązana. W wymiarze materialnym spółka więc nic nie straciła. Oczywiście poza utratą jakiejś części prestiżu zawodowego kilku jej menedżerów, w tym i mojego - dodaje.

Po co to wszystko? Miter tłumaczy, że wymyślił prowokację, by sprawdzić, czy telewizja jest niezależna. - Udało mi się pokazać, że całe kierownictwo TVP przez kilka miesięcy nadskakiwało mi tylko dlatego, że myślało, że mam polityczne plecy - wyjaśnia.

Czytaj więcej na stronie "Rzeczpospolitej"

DOSTĘP PREMIUM