"To zawstydzające, że telewizja tak łatwo dała się nabrać". Sprawa trafi do prokuratury

Rzeczniczka TVP zapowiada, że sprawa oszustwa jakiego dopuścił się Paweł Miter trafi do prokuratury. Mężczyzna podszywając się pod szefa Kancelarii Prezydenta, min. Jacka Michałowskiego, załatwił sobie intratną pracę w telewizji. - To zawstydzające, że Telewizja Polska tak łatwo dała się oszukać młodemu człowiekowi - mówiła w TOK FM Joanna Stempień-Rogalińska. Zapewniła też, że prowokacja nie kosztowała TVP ani złotówki.
Oficjalnego stanowiska w sprawie działania absolwenta politologii z Wrocławia TVP nie wydała. Ale rzeczniczka firmy zgodziła się na rozmowę z TOK FM. - To zawstydzające, że Telewizja Polska tak łatwo dała się oszukać sprytnemu młodemu człowiekowi. Chcę podkreślić, że ta prowokacja powiodła się tylko częściowo, gdyż na szczęście nie wyasygnowaliśmy ani złotówki na jego rzecz - mówiła Joanna Stempień-Rogalińska w Komentarzach Radia TOK FM.

Zapewniła też, że w TVP rozpoczęto wyjaśnianie sprawy. Ale prawdopodobnie nie będzie to łatwe, bo niedawno zmarł prezes telewizji, z którym korespondował Paweł Miter.

- Telewizja wystąpi do prokuratury w sprawie tego oszustwa - zapowiedziała rzeczniczka TVP.

Stempień-Rogalińska stwierdziła, że sprawa pomysłowego politologa z Wrocławia ukazała potrzebę zmiany sposobu zarządzania telewizją publiczną. - Ten incydent wskazuje na to, że żadne telefony czy monity od polityków nie mogą być podstawą zarządzania telewizją. Tego rodzaju działania absolutnie nie mogą mieć miejsca w telewizji publicznej - mówiła rzeczniczka.



Prosty sposób na dobrą pracę. I płacę

Sprawę pomysłowego Pawła Mitera ujawniła "Rzeczpospolita". Wystarczył jedne e-mail wysłany z fałszywego konta szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego, żeby mężczyźnie zaproponowano autorski program w TVP i intratny kontrakt - opiewający na 39 tys. zł. Mężczyzna otrzymał też VIP-owską przepustkę do budynku telewizji publicznej. Utrzymuje, że miał tez do dyspozycji służbowy samochód.

Program miał zadebiutować na antenie pod koniec marca. Ale wcześniej - w lutym - nie zaakceptowano projektu audycji i zerwano umowę z politologiem.

Sam Miter powtarza, że cała sprawa to prowokacja. - Chciałem sprawdzić, czy Telewizja Polska jest wolna od nacisków politycznych. Stąd pomysł na tę prowokację śledczą - mówił w rozmowie z TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM