Specjaliści uspokajają: Japonia to nie Czarnobyl

Wybuch w elektrowni w Japonii nie ma nic wspólnego z wybuchem, do którego doszło w 1985 r. w Czarnobylu. Specjaliści uspokajają, że od czasów Czarnobyla technologia poszła bardzo naprzód. Taka katastrofa nam nie grozi. - Jest wiele różnic - mówi fizyk jądrowy, prof. Mieczysław Budzyński z Uniwersytetu Marii Curie - Skłodowskiej w Lublinie.
W Japonii przede wszystkim nie eksplodowało "serce" elektrowni, czyli rdzeń, który jest najbardziej niebezpieczny. - W Japonii przestały działać systemy chłodnicze, zabrakło prądu do pomp, nie było dopływu wody chłodzącej. I w związku z tym reaktor się przegrzał. Nawet jeśli doszło do stopnienia rdzenia, to wewnętrzna obudowa pozostała szczelna. Nic nie grozi - mówi Budzyński.

Na stronie Instytutu Fizyki UMCS działa specjalny miernik radioaktywności (http://www.radioaktywnosc.umcs.lublin.pl/). - Jest tam na bieżąco monitorowana radioaktywność powietrza. Widzimy, że nie ma żadnego skażenia - uspokaja profesor. Co prawda miernik na stronie UMCS odnosi się do Lublina, ale jak dodaje prof. Budzyński, śmiało można to odnosić do całej Polski, bo gdyby cokolwiek się działo, skażenie na terenie kraju byłoby podobne.

Czarnobyl a Japonia

Specjaliści podkreślają, że Czarnobyl i elektrownie w Japonii to dwa zupełnie różne światy. Różni je postęp technologiczny, nowoczesne systemy zabezpieczeń, elektronika. - W tej chwili każde nowe pokolenie elektrowni ma zwiększoną ilość systemów do automatycznej kontroli. W obecnych elektrowniach, w tym tych japońskich, są przynajmniej trzy niezależne obwody do sterowania elektrownią jądrową. Gdyby jeden obwód zawiódł, pozostają jeszcze dwa - wyjaśnia fizyk jądrowy. W Czarnobylu takich zabezpieczeń nie było.

Profesor zwraca też uwagę na kolejną ważną rzecz: w elektrowniach standardowych są kopuły bezpieczeństwa. W Czarnobylu kopuły nie było, bo była to elektrownia m.in. produkująca pluton dla wojska. Trzeba było co trzy miesiące zmieniać pręty paliwowe (z paliwem jądrowym) i dlatego radzono sobie bez kopuły. Tymczasem rola kopuły jest niezwykle istotna. - W przestrzeni między ścianami, pomiędzy reaktorem a tą kopułą, jest specjalna przestrzeń. Jeśli dojdzie do jakiegoś niewielkiego wycieku radioaktywności, to tam się to zbiera. I jeśli już wejdzie tam np. radioaktywny cez, to chodzi o to, żeby nie wydostał się na zewnątrz - tłumaczy Budzyński.

W przypadku Japonii pojawiły się informacje, że doszło do niewielkiego wycieku cezu. Profesor jednak uspokaja: nie ma się czym martwić. - Ponieważ doszło do wybuchu, kopuła zewnętrzna została zniszczona. I te niewielkie upływy radioaktywności dostały się do atmosfery. Ale to są ilości na poziomie minimalnym. To są, nazwijmy to, zanieczyszczenia - dodaje.

Kolejna rzecz: w Czarnobylu używano grafitu. - Grafit to rodzaj węgla. I wybuch w elektrowni spowodował zapalenie tego grafitu, rozszczelnienie i całkowite zniszczenie reaktora - mówi Budzyński. A to doprowadziło do skażenia. W przypadku Japonii w reaktorze nie ma węgla, bo moderatorem jest woda. - Zwykła woda, która jak wiadomo się nie pali. Oczywiście może dojść i doszło do powstania wodoru, ale moderator jako taki nie będzie się palił, jak to było w przypadku Czarnobyla - tłumaczy fizyk.

Do czego służy moderator?

W reaktorze jądrowym zachodzą reakcje, które mają charakter łańcuchowy. Aby reakcje nie zachodziły lawinowo, reaktor dzieli się na strefy wypełnione na przemian paliwem, chłodziwem oraz właśnie moderatorem, czyli substancją spowalniającą neutrony. A to neutrony powodują rozszczepienie jądra uranu i w wyniku tego powstaje energia.

DOSTĘP PREMIUM