Ponad 500 mandatów za niszczenie zieleni w ciągu miesiąca. Bo nie ma gdzie parkować...

Poznańscy kierowcy za nic mają skwery i trawniki - liczy się dla nich każde miejsce, gdzie uda się zaparkować. Straż miejska tylko w minionym miesiącu wystawiła ponad 500 mandatów.
- Zimą mieliśmy problem z kierowcami zatrzymującymi się w parku przy ulicy Szylinga. Parkowali między drzewami! Podobna sytuacja, w okolicach dworca PKS. Została tam zrekultywowana zieleń. Śnieg ją przysypał i już wielu właścicieli 4 kółek zapomniało, że jest tam trawa. Z pomocą przyszedł Zarząd Dróg Miejskich i ustawił paliki ograniczające wjazd, ale już widać, że to było doraźne rozwiązanie - przytacza przykłady Przemysław Piwecki, rzecznik poznańskiej straży miejskiej.

Wiosną problem widać wyraźniej. Bywa sporą bolączką dla Spółdzielni Mieszkaniowych, choć ich pracownicy zdają sobie sprawę, że nie są w stanie łatwo mu zaradzić. - W ciągu ostatnich dwóch lat strasznie wzrosła liczba aut w mieście. A miejsca parkingowe - powiedzmy to szczerze - skończyły się. Planujemy budowę wielopoziomowych parkingów, rozglądamy się za terenami do zagospodarowania do tego celu - przyznaje Marek Gąsiorowski z SM "Winogrady".

Znając osiedlowe realia, to projekt na lata. Straż miejska nie zamierza wprowadzać okresu przejściowego i wlepia 500-złotowe mandaty.

- Po pierwsze dlatego, że niszczymy zieleń, która upiększa nasze miasto, jest wizytówką dla przyjezdnych, turystów. Po drugie: koszt rekultywacji metra kwadratowego trawy to ok. 250 złotych. Zanim zostawimy w takim miejscu auto, pamiętajmy, że pieniądze na jego naprawę najczęściej pochodzą z naszych podatków i opłat czynszowych. Chyba nie warto tak marnotrawić pieniędzy? - pytają retorycznie strażnicy miejscy.

W ubiegłym roku poznańscy strażnicy wystawili prawie 4 tysiące mandatów za niszczenie zieleni. Większość z nich dostali właściciele aut.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM