Nowe standardy ws. porodów. Można rodzić w domu, ale trzeba zapłacić

W piątek wchodzą w życie nowe standardy Ministerstwa Zdrowia dotyczące opieki nad kobietami ciężarnymi. Nowe przepisy określają m. in. to, że kobieta ma prawo wyboru osoby sprawującej nad nią opiekę medyczną i miejsca porodu - poza szpitalem, np. w domu. Jednak standard tylko porządkuje przepisy i daje pacjentom narzędzie do egzekwowania praw. Jest jednak - tak jak w przypadku porodu w domu - przepisem martwym, bo w dalszym ciągu za poród w domu musimy płacić sami.
Nowe przepisy to po pierwsze wskazówka dla lekarzy i położnych jak powinna wyglądać opieka medyczna nad kobietą w ciąży, czy podczas porodu - mówi rzecznik resortu Piotr Olechno. - Dla przykładu - wylicza Olechno - kobieta ma mieć m. in. dostęp do pełnej informacji o metodach łagodzenia bólu, ma prawo do porodu rodzinnego, w standardzie zapisano, że kobieta powinna być traktowana z szacunkiem oraz mieć zapewniony świadomy udział w podejmowaniu decyzji związanych z porodem. - Ten katalog daje ściągawkę i wskazówkę dla lekarzy i samych pacjentek, żeby wiedziały jakie są ich prawa i czego mogą się domagać w szpitalu - podkreśla.

Przepisy wprowadzają między innymi możliwość wyboru miejsca porodu, także poza szpitalem. Nowe standardy nie zmieniają jednak nic, jeśli chodzi o poród w domu. Nadal będzie on możliwy (po konsultacji z lekarzami na życzenie pacjentek), ale wciąż odpłatnie. - Resort zdrowia wyśle taki wniosek do Agencji Oceny Technologii Medycznych dotyczący domowego porodu. Agencja oceni czy to świadczenie może być finansowane ze środków publicznych. Jeżeli ocena będzie pozytywna, to zostanie ono włączone do koszyka świadczeń gwarantowanych i będzie finansowane przez NFZ - tłumaczy Olechno.

Co na to lekarze?

Lekarze w większości nie są przychylni domowym porodom. - Często spotykamy się w szpitalu z taką sytuacją: poród pięknie sobie trwa i nagle następuje jakieś załamanie. To jest krótki moment, akcja serca spada poniżej stu. Wtedy podejmuje się szybką decyzję o cięciu - wyjaśnia neonatolg w Szpitalu Miejskim w Bydgoszczy dr Jarosław Szułczyński. - I to są kobiety, które są zdrowe, przebadane USG, ginekologicznie, łożysko prawidłowe, wszystko super - przekonuje dr Szułczyński.

Poród w domu: pomożecie?

- Jestem zainteresowana porodem w domu, czy Państwo mi pomożecie lub pokierujecie? - pytam w rozmowie telefonicznej w szpitalu MSWiA w Bydgoszczy: - U nas nie ma takiej możliwości - słyszę w słuchawce miły głos recepcjonistki na ginekologii. - Jesteśmy szpitalem, rodzimy w szpitalu, nie znam ginekologa, który chciałby iść na poród domowy - tłumaczy dr Marek Lewandowski, p.o. dyrektora naczelnego szpitala. - Musi Pani sama szukać, my nie koordynujemy takich rzeczy, wręcz ja się boję takich rozwiązań, uważam to za skrajnie nieodpowiedzialne - ucina dr Lewandowski.

- Uważam, że nie jesteśmy przygotowani w Polsce na to, żeby odbywały się porody domowe - przekonuje prof. Mariusz Dubiel ordynator Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy. - Nie mamy odpowiedniego w razie czego szybkiego transportu do szpitala, ściągnięcie karetki w naszych polskich warunkach to jest długo, a co przy każdym porodzie domowym, przepraszam ma stać karetka pod domem? W położnictwie jest dobrze, za dwie minuty możemy mieć oddzielenie łożyska i konieczność natychmiastowego ukończenia porodu w formie cięcia cesarskiego! - denerwuje się prof Dubiel.

Oddajmy poród kobiecie

- Środowisko domowe jest środowiskiem, w którym kobieta się czuje najbezpieczniej - wyjaśnia położna rodzinna Anna Gruszczyńska. Szpital jest takim miejscem, w którym automatycznie uruchamiają się różnego rodzaju lęki i potrzeba wielu starań, żeby poziom tego lęku obniżyć i żeby ten poród przebiegał w sposób jak najbardziej naturalny, a poczucie bezpieczeństwa ma tutaj przeogromne znaczenie. Jestem za porodem w domu, jeżeli jest taka możliwość to trzeba ją stwarzać, ale to my: położne, lekarze, pielęgniarki musimy zmienić naszą mentalność. Trudno te szpitalne realia zmienić z powodu rutyny czy organizacji dnia szpitalnego i dostosować je do warunków jakie miałyby miejsce w domu. Oddajmy poród w ręce kobiet, dobrze przygotowana i świadoma kobieta urodzi dziecko bez komplikacji i środków farmakologicznych, nawet w domu - przekonuje Gruszczyńska.

Chcę, ale się boję

- Myślałam o porodzie w domu, ze względu na atmosferę - opowiada pani Ania, której termin porodu przypada na początek maja. - Jestem u siebie, przyjeżdża położna, która na pewno będzie dla mnie miła, a w szpitalu nie mam takiej gwarancji, wydziela mi się oksytocyna (hormon szczęścia), która powoduje automatyczne rozwarcie się szyjki macicy, a kiedy widzę szpital automatycznie podnosi mi się poziom adrenaliny, który spowalnia akcję porodową. Nie wiem jak zostanę potraktowana w szpitalu, czy to, że chcę rodzić aktywnie i naturalnie będzie mile widziane czy niemile. W domu słuchałabym swojego ciała i szukałabym najbardziej wygodnej dla siebie pozycji. Zapewniano mnie w szpitalu, że będę mogła rodzić w pozycji kucznej, czy tak będzie nie wiem? - zastanawia się pani Ania. - Zdecydowałam się w końcu na poród w szpitalu nie w domu, ze względu na to, że moje pierwsze dziecko rodziłam przy pomocy cięcia cesarskiego, więc teraz trochę się boję - dodaje pani Ania.

- Ja bym chciał, żebyśmy rodzili w domu - śmieje się pan Cezary. On i jego żona mają jeszcze pół roku do rozwiązania. - Przekonuje mnie atmosfera, w domu jest bardziej rodzinna, a szpital to taka fabryka. Warunek oczywiście, żeby było bezpiecznie - dodaje pan Cezary.

Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci za porody przeprowadzane w domu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM